sobota, 6 listopada 2010

----

Herbata zamieszkała z nami na stałe.
Taki to lokator nie płacący czynszu a zajmujący najwięcej przestrzeni. Potrafiący zawsze wprosić się na spotkanie ze znajomymi czy wręcz bezczelnie usadowić się na stole gdy jesteśmy sam na sam z Mężem. 
Ciągle domaga się uwagi:
a to wsyp mnie do filiżanki, a to zalej mnie wrzątkiem.
Owinęła sobie K. wokół najmniejszego paluszka i nawet "cytrynienia"
się domaga. I to nie byle jakiego "cytrynienia".
Musi być o określonej porze, trwać określoną ilość minut.
I tak oto musimy dzielić swój czas na troje.
O nie! Przecież mamy jeszcze Nicnieroba!
W takim razie dzielimy na czworo:/
Ale... i tak nasz "dom" jest NAJMOJSZO-NAJNASZSZY!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz