poniedziałek, 8 listopada 2010

----

Pierwsze koty za płoty- czyli doświadczenie w macierzyństwie mamy!:)
Podział obowiązków był jasny- ja od 15 do 1 w nocy, K. od 1 do 15.
Wyglądało to mniej więcej tak:
kiedy zegar wybijał godzinę karmienia*, K. półprzytomny- albo i ćwierćprzytomny-
wstawał, szedł do kuchni, podgrzewał mleko, wracał z butelką, łapał swoją poduchę z łóżka ( bo jeszcze ciepła i w ogóle:), kład Bola i karmił ucinając sobie jednocześnie drzemkę na siedząco:D

Acha,  Bolo składał się z brzucha, z brzucha, no i znowu z brzucha a dopiero potem z głowy, łapek i ogonka- bo ogonem tego nazwać na pewno się nie dało.

* wybijała godzina karmienia- czyli kiedy Bolo kwękał nieznośnie przy uchu i kiedy słowa, "Spij Bolo śpij", nie przynosiły rezultatu.

7 komentarzy:

  1. Emiii..bój się Boga, Bola nie znasz?!
    Toć to najbardziej ciapowaty syn Nicnieroba!

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiedziałam, że ma dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ma, z najbrzydszym bezdomnym kotem, którego znakiem rozpoznawczym był(jest?) ogon wyglądający jak zużyta szczota z trzema włosami:/
    Sie kobita zna!

    OdpowiedzUsuń
  4. O lud cóż za cudo :D Taaa kotki mają bardzo wysublimowany gust... u nas kociaki są rożnorakiej maści... M przeprowadził maleńkie śledztwo i wyszło na jaw, że ojców jest wielu... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa uwielbiam kociaki .... nasza miała 6 miesięcy jak ja wzięliśmy z Fundacji więc nie znam tego okresu u kociaków ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tz znam ale wtedy byłam jeszcze mała :E

      Usuń