czwartek, 4 listopada 2010

----

Dziś dzień pod nazwą Gniezno.
Mimo nieustającego deszczu podróż nieznośnie udana- tak nieznośnie, że aż się chce więcej i częściej!
Były rozmowy w czasie jazdy o tym "co można by?", (były też niespodziewane powroty choroby lokomocyjnej;)- bez większych ekscesów), były spacery pod rozpadającym się parasolem, który ledwo zipał pod naporem wiatru.
Było skąpstwo "naklerykańskie" bo kto to widział aby możliwość zobaczenia drzwi gnieźnieńskich wyceniona była na 50 zł:/ Zobaczyliśmy za to ich replikę w Muzeum Powstania Państwa Polskiego gdzie muzeum fundowało dodatkowo niesamowity pokaz filmów, eksponatów plus lektor, który zwięźle i na temat przybliżał to co w gablotach.
I przez te właśnie eksponaty przypomniały mi się czasy szkoły średniej kiedy to na zajęciach robiliśmy kopię średniowiecznych miniatur. Także...już wiadomo co będzie mnie zajmować przez najbliższy czas... 
Był obiad bo nie przystoi z burczącymi brzuchami chodzić. Znaleźliśmy miejsce bajecznie urokliwe! Zresztą co jak co ale to miasto jakoś nieprzyzwoicie bogate w klimatyczne kawiarenki i restauracje.
No a potem powrót, korki, lekkie nieplanowane zboczenie z drogi.
A na zdjęciu nasze nożyzny tuż przy herbie miasta numer dwa- chociaż przyłapaliśmy się dziś na tym, że traktujemy już Toruń jako NASZE miasto:D Znalezione nie kradzione!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz