sobota, 27 listopada 2010

Piosenka o zakazie.

Wzrok kieruję na gazetę, na kartkę, na gazetę, na kartkę, na monitor gdzie miga kursor.
I co? Jakoś trzeba zacząć.

Zakaz palenia.
No cuuudo jak dla mnie! No nareeszcie! No dziękuuuję!
Ale ale... już powinnam zacząć się obawiać pisząc te słowa. Bo jak to to tak oficjalnie mówić o tym, że człowiek nie życzy sobie by ktoś raczył go wbrew jego woli dymem gryzącym gardło, drażniącym oczy, przenikającym ubranie i lepiącym się do ciała.
Toż to oznaka skrajnej nietolerancji!
Powinnam się wstydzić, gryźć paznokcie i zapaść się pod ziemię.
Czytając zaległy artykuł w Gazecie Wyborczej przekonałam się, że nie tylko ja miałam styczność z palaczami definitywnie nie uznającymi zdania innych w kwestii oddawania się temu, jakże "pasjonującemu", rytuałowi jakim jest palenie w miejscach publicznych.

Najprościej będzie zacytować fragmenty artykułu Adama Kożuchowskiego, które szczególnie mnie "wzruszyły"a potem rozłożyć je na części pierwsze.

„Pełne odrazy inwektywy o „smrodzie” i „fetorze” wobec atrybutu, który przez ostatnie dwieście lat z okładem zrósł się z kultura i stylem życia ludzi cywilizowanych w nieporównywalnie intensywny i głęboki sposób; z symbolu niezależności i indywidualizmu, bez którego nie sposób wyobrazić sobie życia intelektualnego i artystycznego...”

Hmm... co tu owijać w bawełnę? Przecież dym śmierdzi więc dlaczego nie mówić o tym otwarcie? Nie wiem po co oburzać się za rzeczone „inwektywy o smrodzie i fetorze”.

Idący dalej. „ Symbol niezależności i indywidualizmu..”
Jeżeli o moim indywidualizmie ma świadczyć to czy palę ( tak jak miliard mężczyzn i ponad 250 milionów kobiet na świecie) to zaczynam wątpić, że mówimy o tym samym słowie.

„Bez którego trudno wyobrazić sobie życie intelektualne i artystyczne”
No ba! Każdy niepalący to przecież debil i ćwok- to oczywista oczywistość dla niejednego palacza. I zapewne wielu amatorom dymka trudno sobie wyobrazić życie intelektualne bez fajki.
Co do życia artystycznego... to pozwólcie, że przemilczę:]
Aleee... tak tak, najwięksi to ci, którzy raczą się papierosem no a jak już któryś pali fajkę tudzież cygaretkę to już wtedy jego status wzrasta z "artysty" do "ARTYSTY".

Kolejny wers:
"Dym tytoniowy mógłby im się przecież skojarzyć z powieściami Alberta Camusa, ze sztukami Beckerta, zmęczoną fizjonomia Bogarta lub zmaltretowaną Jamesa Deana z nieodłącznym papierosem..."
Jasne. Bo ich twórczość najlepiej definiowało to, że palili.

Cytując dalej:
„Alkoholicy i narkomani, których nałóg spycha na margines społeczeństwa, wciąż mogą liczyć na odrobinę owego współczucia lub chociaż na litość- ich upadek bywa w końcu dość spektakularny. Palacze już nie.”

No i ten wers wzruszył mnie najbardziej...
Męczy mnie ta nagonka na ciągłe użalactwo.
Nic tylko ma mi być żal: alkoholika, narkomana, palacza, grubasa.
A niby dlaczego? Czy oni rodzą się z garbem: flaszki, kreski, fajki czy hamburgera?

Także co jak co ale ja zamierzam niemoralnie cieszyć się z zakazu. 

* Artykuł w Gazecie Wyborczej, "Smród i pogarda" A. Kożuchowskiego.

2 komentarze:

  1. Byłam w weekend na koncercie w Bunkrze. Zakaz palenia to prawdziwy dar od niebios, ale po powrocie i tak czułam od siebie papierosy, ponieważ sam lokal jest nimi przesiąknięty do fundamentów :(((

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie nie pozostaje Ci nic innego jak tylko cieszyć się razem ze mną z tej, jakże daleko posuniętej, "nietolerancji":D

    OdpowiedzUsuń