poniedziałek, 15 listopada 2010

----


Wyglądało to mniej więcej tak:
Zakupiłam druty, włóczkę.
Druty sprezentowane przez babcię zaginęły gdzieś w naszej przepastnej piwnicy- całe 1,5 /2 metry.
(Słoń na łańcuszku zajmuje prawie całą tą przestrzeń).
Zaczęłam dziergać- na początek coś małego coby sobie przypomnieć z czym to się jadło.
K. podchodził to tego sceptycznie no bo jak to to tak w dzierganych swetrach chodzić;)
I z dnia na dzień przybywało oczek, przybywało.....
A teraz mój Niedowiarek prosi mnie o ciepłe skarpety na zimę:D
I co?!
I wyszło, że ma nie tylko inteligentną, piękna ale i zdolną żonę!
;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz