środa, 16 lutego 2011

Dwa razy fatyga plus jeden telefon- no i kompocik poproszę.

Dwa razy fatyga plus jeden telefon- czyli zapisy do szkoły rodzenia.
Wypatrzone miejsce w pobliżu by móc podróż autem zamienić na spacer.
Początkowo podjęte zostały próby dodzwonienia się pod numer podany na stronie ale marzenie ściętej głowy by znalazła się osoba, która zechce takowy telefon odebrać.
Także zapakowałam się w płaszcz i poszłam do szkoły co by próbować załatwić wszystko na miejscu.
Spotykam panią w otoczeniu...
-lalek? :/
-pieluch? :/
-akcesoriów dziecięcych pamiętających czasy PRL-u? :/
Otrzymuję od niej nowy numer telefonu i wskazówki z kim się dalej kontaktować. Wywiaduję się także, że lekarz prowadzący zajęcia ma pojawić się za kilka godzin. 
Postanawiam zatem pofatygować się jeszcze raz, kiedy to wyżej wspominamy stawi się w szkole
-wiecie, przez telefon nie da się zrobić miny zranionego zwierzątka w razie odmowy:]
Powrót do domu, szybki obiad, ponowne zapakowanie się w płaszcz i w drogę.
Skokiem zwinnej sarenki pokonuję schody na trzecie piętro.
Czekam z jedna dziewczyną.
Dokonuję oględzin czy nadaje się na potencjalną koleżankę od wózka:D
Yyyyy.. nie przechodzi rekrutacji:D
Ze schodów dobiega sapanie...
jedno.. drugie... Po chwili mam wrażenie, że sapie cały korytarz:/
Tak!
Pojawia się grupa pań na zajęcia:D
Ooolbrzyymie, krągłe ii... sapiące! :D
Do mężów nic  ino: 
"weź ściągnij ze mnie ten sweter!",
"zaraz stracę przytomność!",
"daj mi pić!"
No i walka o miejsce pod ściana co by można się było chociaż  przez chwilę podeprzeć:)
Mężczyźni z kolei zgodnie pobiegli przykleić nos do szyby by móc pooglądać jak inne panie ćwiczą w sali obok.
Chichot i komentarze, "Ej Elka zobacz! Tamta ma większy brzuch niż ty" 
Yyyyyy...aaaaachaaaaaa...
Dziewczyny ewidentnie zażenowane ale nawet nie mają siły okazać tego swoim partnerom.
A ja zajmuje się dalszą rekrutacją:D
Dwie paryyy... nooo powieeedzmy:)
Mogłyby się załapać:)
Ale czas pokaże, toć nie dam im etatu od razu!
Reszta a to za stara, a to za młoda, a to za różowa:)
Podsumowując, intuicja dobrze mi podpowiadała- no dobrze, podpowiadały mi to także dysproporcje między moim brzuchem a brzuchami pozostałych pań-że jednak z zapisem się nie spóźniłam:)
Jutro zostanę oficjalnie wpisana w kolejkę osób oczekujących na swój czas przeistoczenia się w pingwina, który już będzie mógł śmiało załapać się na zajęcia dla przyszłych mam:D

6 komentarzy:

  1. Musisz załapać jak najwięcej pingwińskiego doświadczenia to mnie poduczysz potem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pod warunkiem, że będę mogła Ci przekazać ową naukę za góra 6 miesięcy:D
    Weno, weno Emi, toć Wy na parę od wózka nadajecie się rewelacyjnie! :D Śmiało możemy Was zatrudnić a nawet premie wózkowe się trafią:D

    OdpowiedzUsuń
  3. jop jop, to na ten czas co my, to Wy planujcie drugie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nooo... powiem Ci, że ciąża to tak cudny czas że może i nawet planujemy;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś pierwszą znana mi osobą, która uważa, że ciąża to cudny czas :D
    A na aktywne 9 miesięcy było się od razu zapisać, tam od początku ciąży można "ćwiczyć" - kibelek tuż obok sali ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Nic straconego- aktywne 9 miesięcy i tak już mam:D
    I znasz osobę, która twierdzi podobnie jak ja- Pstryk też chwali ten okres:D

    OdpowiedzUsuń