sobota, 19 marca 2011

K. wyjechany ze swoim zespołem.
Ja w domu zostałam, co by Julka zbytnio nie męczyć i jazdą, i muzyką
(bo dziecko spokojne chcemy mieć:D),
i namolnymi palaczami, którzy mimo zakazów, 
folgują sobie gdzie się tylko da.
Za pomocności domowe to nie wiem kiedy ja się odwdzięczę temu mojemu Mężowi.
Przez Niego- lub dzięki Niemu, czasu sporo zostaje na pracę nad zleceniami, na książki, na prasę, na dzierganie, na poszerzanie folderu pod nazwą "Co można zrobić".
No i na cieszenie się każdą chwilą z Julkiem w brzusznym domu:).

3 komentarze:

  1. Pozazdrościć takiego pomocnego Męża :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mąż pofarciony a sukienka zaszafowana przez co umknęło mojej uwadze, że ją mam:)

    OdpowiedzUsuń