wtorek, 29 marca 2011

Zdecydowanie milej wyjść do muzeum z K. ale skoro nie było takiej możliwości postanowiłam pofatygować się sama*.
Część prac zachwyciła, część... no cóż, stojąc przed nimi zastanawiałam się czy zdecydowałabym się pokazać je na przeglądzie;)
Uczelnia chyba troszkę skrzywiła mój sposób patrzenia.
I raz:
-ciężko mi się wczuć w prawdziwość tego co niby artysta chciał powiedzieć.
Dwa:
-zbyt wymyślne i pokrętne tłumaczenia to nie jest to co lubię.

Ale! Trafiały się też prawdziwe kąski!
I choć sami autorzy przyznawali:
" A zrobiłem to na odczep się", to takie "odczep się" do mnie trafia.

A już w czwartek kolejne Muzeum ( wybacz Mężu ale chyba będziesz musiał wstać wcześniej aby mi potowarzyszyć;) ), niedziela teatr a parę dni później opera.
Nie ma to jak Przyszywana Babcia**, która zawsze coś tam zorganizuje;)
Co by było ciekawiej, opera w gronie emerytów:D
To będzie niesamowite doświadczenie:D

* sama- pojęcie względne w zaistniałej sytuacji:)
** Przyszywana Babcia- tak, tak, Pani G. :D
Już niedługo przyszyjemy Dziadka:D Pana B. raczącego nas miodem z własnej pasieki!

4 komentarze:

  1. Też chadzam raczej samotnie, więc gdybyś czasem szukała niemężowego towarzystwa... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) ok, dam znać jak coś:D
    Polecam wystawę w Wozowni:)

    OdpowiedzUsuń