piątek, 1 kwietnia 2011

Niby wczesna pora ale dla mnie to już połowa dnia. Coś zbyt szybko się wysypiam i o 6.00 oczy przybierają wielkość pięciu złotych. Sięgam wtedy po czytadło, co by K. nie budzić, a Julek w ciszy i spokoju wykonuje swoją poranną gimnastykę. Nicnierób z kolei odsypia swoje nocne spacery i daje odpocząć gardzielowi po śpiewaniu serenady a to do szafy, a to do ściany.
Po wczorajszym aktywnym dniu stwierdzam, że im więcej ruchu tym człowiek lepiej się czuje.
Co do CSW to trochę się negatywnie zaskoczyłam, aczkolwiek i tak było miło. Wystawa była/jest przytłaczająca jeśli chodzi o treść. Multum dokumentów, wzorów, wyliczeń przyczepionych do ścian w formie spisanych wykładów, przemyśleń, definicji. Do tego kilka filmów, gdzie odległość od telewizora do telewizora wynosi zaledwie kilka metrów- więc jednocześnie człowiek słyszy wygłaszane treści z kilku stron- a temat w nich poruszany dotyka innego zagadnienia.
Ale to dobrze, że muzea serwują nam różnorodne przejawy działalności artystycznej , dzięki temu każdy może znaleźć coś dla siebie.
Drugą część wystawy (zdecydowanie atrakcyjniejszą dla mnie), zmuszona byłam jedynie biernie przejrzeć z racji, że większość eksponatów wytwarzała pole elektromagnetyczne. Ale panie pracujące w muzeum były na tyle miłe, że za mnie biegały z lampami i ubierały stroje, które w zetknięciu ze ścianą emitowały dźwięk:).

2 komentarze:

  1. 'stroje, które w zetknięciu ze ścianą emitowały dźwięk:)'
    chyba już wiem jakie ubrania będą modne w tym sezonie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do efektownych one nie należały:)

    OdpowiedzUsuń