piątek, 29 kwietnia 2011

 
Panie w laboratorium dziś ewidentnie nie chciały z nami współpracować:)
Rzucały terminami, które brzmiały niczym z kosmosu:D
Skąd niby mam wiedzieć, czy badanie na glukozę ma być w postaci krzywej czy wykresu...? Czy lekarz zaznaczając na wykazie badań, miał na myśli to, czy zupełnie coś innego?
Na początku pierwsza pani, która zobaczyła skierowanie, powiedziała,
że wszystko ok i że moje przeziębienie nie powinno bardzo rzutować na wynik. Po czym oznajmiła lekko fochowym tonem Mężowi, że musi uregulować płatność w kasie*. Kiedy wrócił pojawiła się inna pani, która twierdziła coś zupełnie innego niż poprzednia, ale że już było zapłacone wykonały badanie (częściowo;)), mówiąc, że i tak wyjdzie źle:D
Z kolei trzecia pani nie wiedziała co w ogóle ma robić i ciągle zadawała pytania "no to gdzie ma pani tą swoją glukozę?"  na co ja jedynie patrzyłam ze zdziwieniem nie wiedząc o czym do mnie mówi, bo pierwsze słyszę, że glukozę należy mieć swoją:D 
Najzabawniejsze jednak były podtekstowe docinki, że zła za mnie matka bo robiąc to badanie narażam dziecko na głodówkę do 12-stej podczas gdy normalnie powinnam już "nakarmić go" przynajmniej dwa razy:D
Także wróciłam uboższa o tyciuchno krwi wyciśniętej z palucha i  z cieńszym portfelem :D oraz terminem na powtórzenie badania za tydzień- jak już się wyjaśni wszystko u lekarza:)

*kasa miała być piętro niżej w lewo, po czym okazało się, że była w budynku obok w prawo:D

2 komentarze:

  1. Ojaaa, uwielbiam kompetentny i miły personel ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście ciąża działa na mnie tak, że sytuacje jak powyżej, bardziej mnie bawią niż dołują:)

    OdpowiedzUsuń