sobota, 7 maja 2011

Barłog i stopy.

 Mężczyźni patrzyli z zaciekawieniem, zdziwieniem mieszanym
z niedowierzaniem.
Kobiety flikały, mrugały z niezwykłą szybkością, ocierały poliki chusteczką.
Siorpanie nosem słychać było a to z lewej, a to z prawej strony sali.
Każdy znalazł swój moment na owe czynności.
Tak wyglądało dzisiejsze spotkanie w szkole rodzenia, na którym zapoznawaliśmy się z kolejnymi etapami porodu.
 Tak, tak, też ryczałam...
Widokiem, który wycisnął ze mnie łzy, był falujący brzuch kobiety rodzącej, gdzie dzidziuś postawiony w tak nowej dla niego sytuacji, kopał z niesamowita siłą.
Z tego wszystkiego Julo zaczął też niespokojnie się wiercić co już kompletnie mnie rozkleiło...

Odliczamy 27 tydzień.
Coraz ciaśniej w brzusznym domku. Synulo by zrobić sobie więcej miejsca wypchnął mamie pępek, bo co mu tak będzie taki kulek przeszkadzać?!
Zawsze to więcej o centymetr powierzchni do wierzgania :)
No...jeszcze jakieś jelitko można przestawić:/

4 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że my na naszej szkole rodzenia takiego filmu nie będziemy oglądać bo ja też przy nich zwykle ryczę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie Cię/Was to nie ominie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki masz sliczny brzuszek, nad nim tez ;D Jeszcze troche i ja tez, to juz?

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzucho duży jak na swoje 27 tygodni:) Ale i tak go uwielbiam:D

    OdpowiedzUsuń