piątek, 29 lipca 2011

Czy głupawe śmiechy ze WSZYSTKIEGO mijają po ciąży?
Boooo... jakby to... mnie dopadają takie ataki śmiechu, że aż wstyd chwilami:/
Jak ktoś rzuci dowcip to ok, można się toczyć po podłodze.  Jak obejrzę komedię, to też na owe toczenie można sobie pozwolić.
No ale są takie chwile, gdy powaga byłaby wskazana- jeśli nie obowiązkowa!
W "buahahaniu" wspiera mnie K. z tym, że on nie śmieje się z sytuacji a ze mnie:/
I tak oto stoimy jak dwa nieogarnięte ludziska, rżąc wspólnie:/
I nie powstrzyma nas nawet widok Nicnieroba wymiotującego konwulsyjnie po podaniu znieczulenia przez weterynarza...
Wiem, brzmi strasznie, ale nie szło się powstrzymać, no nie szło:/
O minę weterynarza nie pytajcie...


Yyyyyy...Gwoli jasności, Nicnieroba kochamy-jak kota :D

15 komentarzy:

  1. Wymiotujący Nicnierób samą mnie rozbawił, mimo że zobaczyłam tę sytuację jedynie oczami wyobraźni.
    A co do śmiechu, szczególnie pod koniec ciąży, mnie też dotyczył. I nawet raz jak byłam pod prysznicem, mój mąż tak mnie rozśmieszył jakąś pierdołą, że dosłownie się posikałam ze śmiechu...i potem już obydwoje rżeliśmy jak młode konie:D

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja miałam te napady śmiechawki po urodzeniu Morgana, a nawet podczas porodu. Chodzimy po korytarzu zatrzymując się tylko na skurcze i ja mówię "Nudno na tym porodzie, nie?" (Oczywiście zanim dostałam strzał z oksytocyny, to skuteczny lek na poczucie humoru). Więc może być jeszcze gorzej z wami ;)
    Ps. Fajnie, że podoba Ci się zdjęcie. Ja się w tej rączce ściskającej zakochałam

    OdpowiedzUsuń
  3. hahah a ja nie pamietam czy sie tak smialam:D chyba nie:D wyobrazilam sobie mine lekarza:D hahahah waryjoty:D A co do dolegliwosci to zgagaaaa na pewno mija:D i nawet nie wiesz jak sie ciesze pijac co chce i nie majac jej po niczym:) ale te co napisalam nie mijaja. niestety;/ ale jak tylko sie dowiem czegos nowego to napisze:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi trochę przeszły ataki szalonego śmiechu. Ale wspominam je z rozczuleniem :) Mąż pokrzykiwał wtedy na mnie, żebym nie trzęsła dzieciakami, ja broniłam się, że to musi być dla nich równie przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
  5. O matulu właśnie zobaczyłam ... jak się toczysz i buahahasz :D. Oby nie minęło!
    A zgaga rzeczywiście mija - z dnie porodu :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Napady śmiechu w ciąży to chyba normalne :D bo też je miewam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, ja też jakoś tak mam podejrzanie dobry humor i czasem aż się zastanawiam czy hankulką nie za bardzo zarzuca, kiedy ja tak się śmieję, się śmieję i śmieję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. i ja, i jaaaa się śmiałam do rozpuku z byle czego :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba będę pierwsza.
    Ja dziś się śmiałam z h2o.
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się śmiałam, kiedy Coco dostała zastrzyk przed sterylizacją i zastygła :D A pół roku później jak Hayka wybudzając się po sterylizacji, jeszcze słaba, siedziała z nosem opartym o podłogę. Śmialiśmy się, że czerpie energię z podłogi :D
    Ale nie byłam w ciąży - i bez tego często rechoczę jak głupia :D

    Ściskam,
    battito...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyny-

    Uuuuffff, czyli wszystko z nami ok:D
    W sumie trochę tej "śmiechowości" to mogłoby zostać- przynajmniej śmieszyłyby mnie komedie, które ostatnimi czasy pozostawiają wiele do życzenia:D

    OdpowiedzUsuń
  12. * ostatnimi czasy- czyli od chwili gdy skończyłam 10 lat:D

    OdpowiedzUsuń
  13. niestety ataki śmiechu mijają...ale za to masz nowe atrakcje. jednocześnie radosny śmiech i żałosny płacz. niemożlowe? po porodzie wszystko jest możliwe:-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie jakos takie barziej zle ciazowe humory omijaja. Jakis mam pozytywny ten brzuchol, czasem, no ale rzadko. Smiejmy razem i niech brzuchy sie trzesa ;D (tzn. niech maluszki sie kolysaja ) :)

    OdpowiedzUsuń