wtorek, 26 lipca 2011

Synulo wciąż w brzuchu:)
Jakiś spokojniutki, jakiś grzeczniusi... czyżby cisza przed burzą?:D
Oooooby!
Staram się chować za pazuchą Pana Skurcza, ale bystre oko K. wszystko dostrzeże. 
Wyjmuje wtedy caaaały asortyment "wieści" jak wypędzić Gościa- a to plecy zaczyna masować, (niby tak tylko przypadkiem;) ), a to spokojnie do Julka zaczyna mówić, a to proponuje prysznic ciepły. Włącza mu się inny ton, taki... nietypowy, opanowany, łagodny, dający poczucie bezpieczeństwa- choć w źrenicy widzę leciuuusią panikę:D
Ale i owa panika działa jakoś budująco:)
Wiem, że różne są opinie na temat porodów rodzinnych, ale ja jakoś nie potrafię sobie wyobrazić aby nie było wtedy przy nas K.

35 komentarzy:

  1. Ja wiem, że obecność męża przy porodzie jest nieoceniona, przed, w trakcie i po.
    Mimo że miałam cesarkę, więc udział meża był ograniczony do towarzystwa, to poczucie, że jest tam ze mną dawało niesamowity komfort psychiczny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też nie potrafiłam sobie wyobrazić innego niż rodzinny. fakt, skończył się cc, a na salę operacyjną mąż wstępu nie miał. nie zmienia to faktu, że był ze mną od początku aż do drugiego skurczu partego-jak dla mnie wystarczająco długo:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi bardzo pomogło, że mój mąż był ze mną. I mimo że na codzień jest nerwowy to przy porodzie był oazą spokoju. Tylko jak mi wody odeszły to uszy mu z nerwów poczerwieniały :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja tam jestem dziwnym typem człowieka i nie chce nikogo oprócz lekarzy widzieć ;), chociaż zobaczymy co wyjdzie w praniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powtarzam za Sylwią :D, bo przez przypadek napisała też o mnie, z tym że trochę więcej u mnie tych partych było :D. Jestem niesamowicie wdzięczna Tacieeli, że był z nami prawie do końca... To już niedługo Zezullo :D!

    OdpowiedzUsuń
  6. nadchodzi wielkimi krokami! :D ja też , nie mogłam sobie wyobrazic , żeby Jego przy mnie nie było, tymbardziej, że czułam sie jak smarkula , którą zajadą tam niemiłe położne... ale dzięki niemu było znośnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem pewna, że bez W. nie dałabym sobie rady! Był on, było dobrze, dodawał mi skrzydeł :-) Inaczej sobie nie wyobrażam...A zresztą skoro był przy tworzeniu, to dlaczego miałoby go zabraknąć przy narodzinach?? ;-)

    Nie za bardzo rozumiem kobiety, które się wstydzą własnych mężów/chłopaków/partnerów...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi mój K. dał dużo siły i byłam pewna, że nic nam się nie stanie:), że dopilnuje, dopyta kiedy mi myślenie nie wychodziło, On wszystko robił za mnie - no oprócz samego parcia... drugi poród (jak się odbędzie) obowiązkowo z K. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. M był przy narodzinach Zo i choć widział za dużo (patrzył jak mówili: proszę nie patrzeć) nie cofnęłabym czasu. M też nie. W czasie porodu narodziła się między nami jakaś nowa więź.

    OdpowiedzUsuń
  10. Okruszek, Sylvia, MamaLemurka, DuśDusia, Mamaeli, Sandrula, Agula, Lady_P, Monika-
    a już miałam spisane odpowiedzi dla każdej z osobna i... się wykasował komentarz:/
    Aleeeee, zgadzam się z Wami:D

    OdpowiedzUsuń
  11. staję z większością i krzyczę, że: - tak, bez "sprawcy" byłoby dużo trudniej! ;) tamtego dnia zobaczyłam M. po raz drugi po raz pierwszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem Zosia Samosia i raczej wszystkie zadania lubię realizować indywidualnie. Ale dziecka nie zrobiłam "indywidualnie", więc do tego "projektu" musieliśmy podejść wspólnie, bo wspólnie czuliśmy się za niego odpowiedzialni.
    Więc mąż jak pomagał "włożyć" dziecko, musiał też pomóc je wyjąć:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój zapowiedział, że On się boi i że nie jest na dzień dzisiejszy (ale na dzień dzisiejszy nie ma też ziarenka w brzuchu) w stanie potwierdzić swojej obecności w sali porodowej :D

    Wpisałam się jeszcze pod poprzednią notką.

    Pozdrawiam,
    battito

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój mężuś przy pierwszym porodzie był obok mnie i bardzo mi pomógł. Psychicznie lepiej się czułam:) Teraz też będzie obecny. Nie wyobrażam sobie inaczej..

    OdpowiedzUsuń
  15. Olga- na to liczę, drugie pierwsze spojrzenie:D

    Mama Julisiaczka- jak to włożyć, jak to wyjąć?! Przecież dzieci przynosi bocian:D A nie??? :D

    Battito- my też nie wiedzieliśmy jak to będzie, samo z czasem przyszło takie postanowienie;)

    Mary- O! I bardzo dobrze:D

    OdpowiedzUsuń
  16. Partner przy porodzie to dla mnie była "oczywista oczywistość" i miałam to ogromne szczęście, że on również nie wyobrażał sobie, ze może być inaczej :) był moim wsparciem psychicznym i "wieszakiem", moim "oddechem", kiedy wpadałam w hiperwentylację i osobistym masażystą ... po prostu niezastąpiony, ciszę się, ze był ze mną
    i o rany, nie zapomnę nigdy jak zaniemówił w momencie gdy nasza córcia pojawiła się na świecie ( a milczenie nigdy nie było jego mocną stroną :)

    OdpowiedzUsuń
  17. No i cuuudownie!Tatko przy porodzie być musi koniec i basta!Zobaczysz...Zobaczy i on, że się opłaca baaaaaaardzo. Kciuki trzymam...

    OdpowiedzUsuń
  18. Przeczytaj sobie, a przeciwnikom porodów rodzinnych poślij link: http://www.osesek.pl/ciaza-i-porod/porod/1028-mezczyzna-przy-porodzie.html
    Świetny artykuł!

    OdpowiedzUsuń
  19. u mnie cc, ale po wszystkim A nie opuścił nas na krok - tylko latał z piętra na piętro:) gdybym mogła - chciałabym mieć go w środku, ale nie dało rady. za to stał pod salą kiedy rodziła jeszcze inna kobieta. Rodziła trojaczki w czasie, w którym ja powinnam być operowana. Moja mama potem opowiadała mi jak zbladł przy drugim inkubatorze, który wyjechał z sali operacyjnej. przy trzecim prawie zemdlał:P

    OdpowiedzUsuń
  20. TheJovirom- my początkowo nie byliśmy pewni ale z czasem samo przyszło- tak naturalnie:) Nawet zbyt dużo nie trzeba było na ten temat rozmawiać:)
    A jak zobaczymy Julka to na pewno się poryczymy- no ja to wręcz będę się zanosić, bo co jak co ale ciapa ryczeniowa to ze mnie jest:D

    Mamuśka-Martuśka- Ja coś czuję, że K. będzie się czuć jakby naprawdę ze mną rodził:D Już ustaliliśmy na jakie moje mordercze zwroty ma nie zwracać uwagi:D

    Mama Julisiaczka- już czytam, już czytam:D

    miejskiewiejskie- właśnie u nas też partner nie może uczestniczyć przy cc:/ No ale zostanie mu przynajmniej kangurzenie:D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja podobnie jak DuśDusia, nie chciałam specjlanie przy akcji porodowej obstawiać się sztabem: taty, położnej itp. traktowałam poród jak coś co trzeba przejść jak najszybciej i w gronie specjalistów, ale to baaaardzo indywidualna kwestia...

    trzymam kciuki za bezbolesny w miarę poród i czekam na fotki Małego :)))) pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  22. Vinti- rozumiem bo znam też osoby, które w takiej chwili chcą w pełni się skoncentrować na porodzie i oczywiście w żaden sposób tego nie neguję:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Im bliżej porodu tym jestem bardziej przekonana, że dobrze robię "ciągnąc tam" ze sobą Dumnego Ojca, a raczej pozwalając mu być ze mną. To jest chodząca siła spokoju, nikt tak nie działa na mnie uspokajająco jak on.

    OdpowiedzUsuń
  24. Sroka- A właśnie byłam dziś u Ciebie rano zerknąć czy aby...:D

    OdpowiedzUsuń
  25. No właśnie ciągle nic :/ wrrr....

    OdpowiedzUsuń
  26. Zezullo moja droga, zapraszam Cię do zabawy - odbierz ode mnie wyróżnienie ONE LOVELY BLOG AWARDS i napisz o sobie "siódemkę" zwierzeń. Tobie przyznaję je z wielką przyjemnością i dziękuję Ci za tę naszą wirtualną znajomość.

    OdpowiedzUsuń
  27. ja się bardzo cieszę, że mogłam rodzić z mężem

    OdpowiedzUsuń
  28. Bez faceta sobie nie wyobrażam. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Sroka- sie nie bój, sie zacznie:D

    Mama Julisiaczka- ojejaaa... dziękuję:)
    Tylko, że my z Mężulem "niełańcuszkowi":D
    Ale jak kiedyś będziesz przejazdem w Toruniu to zapraszamy i opowiemy Ci/Wam o "siedmiu zwierzeniach":D
    No a co do wirtualnych, to mi się bardzo one podobają:D

    Najcudowniejsze- to jedna z lepszych rzeczy, które wprowadzono razem akcją "rodzić po ludzku":)

    Clatite- ja też:D Z tym, że Ty miałaś przy sobie dwóch facetów:D I ja też będę mieć:D

    OdpowiedzUsuń
  30. Jasne, rozumiem. I nie omieszkam się kiedyś wybrać do tego Torunia:D

    OdpowiedzUsuń
  31. Witaj, trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mama Julisiaczka- ufff:D jak dobrze, że rozumiesz:D

    Lusija- trzymaj, trzymaj, każdy kciuk ważny:D

    OdpowiedzUsuń
  33. przyjdzie Jego czas i wyjdzie :) życzę spokojnego porodu!
    ps. gdzie kupiliście taki przewijak na łóżeczko???

    OdpowiedzUsuń
  34. Agnieszka- przewijak z allegro:) plus pokrowiec biały a na nim leży dziergany kocyk:) Niestety nie udało nam się znaleźć białego przewijaka więc musieliśmy pokombinować:)

    OdpowiedzUsuń
  35. mój mąż też był przy porodzie i jest z tego powodu szczęśliwy i chwali się wszem i wobec ;-)

    OdpowiedzUsuń