poniedziałek, 5 września 2011

Z karmieniem to u nas tak...
Julo pije z butelki moje mleko. Powodów było kilka, ale jeden najważniejszy. Mianowicie, po pewnym czasie- nie, nie od razu:), stwierdzono, że Julo ma przyrośnięte wędzidełko z języka do dziąsła tak, że uniemożliwiało mu to ssanie i wyciąganie języka z buzi.
A ileż wcześniej było nerwów, ileż łez- nawet jednodniowy baby blues:D no bo jak to to tak, że dziecko ciągle przy piersi a wiecznie głodne, wpienione:D, no i najgorsze, co stwierdzono po dwóch dniach pobytu w szpitalu, odwodnione na potęgę.
Najpierw winą obarczono mnie- no wiecie, tak najłatwiej:D
Że na pewno źle przystawiam, że pewnie cierpliwości nie mam:D
Nooo taaaak, cierpliwości u mnie nie było, no bo tak jakoś nie do śmiechu i nie do stoickiego spokoju po drodze, gdy na czterdzieści przystawień Synulo zdołał tylko raz dobrze złapać pierś- i to przy asyście jeden lub dwóch położnych.
Smarkałam w rękaw Krystianowi, że ja do domu nie chcę bo pewnie dziecko zagłodzę:D
Aaaaaaa wieeecie, takie ceregiele głupotowe w głowie mi były wtedy:D
Na szczęście Mężu nigdy nie był za karmieniem piersią- znaczy się nie miał nic przeciwko, ale i nie nalegał, że tak ma być i koniec. I zdołał mi wbić do tej mojej niekumatej- jak na tamte czasy, główki, że damy radę, że przecież można pokarm odciągać, lub jak coś mleko sztuczne podawać. No i z chwilą pojawienia się w domu i wtrynienia w dzióba butelki z mlekiem dla Syna, baby blues odszedł w zapomnienie:D
Po jakimś czasie wykonano Julkowi zabieg podcięcia wędzidełka, ale nim rana się zagoiła, nim zakumał, że ten język to faktycznie można mamie i tacie pokazać, to już wszyscy przywykliśmy do wygody butelki i nie chcieliśmy powracać do maratonu nauki karmiena.
Plusów jest wiele:
-widzimy dokładnie ile nasz Synulo zjadł
-z racji, że publiczne karmienie jest dla mnie krępujące- aczkolwiek nie mam absolutnie nic przeciwko jeśli ktoś karmi przy mnie, możemy śmiało wszędzie wychodzić zabierając ze sobą zapasy butelkowe:)
-tato Krystian może wyręczać mnie w obiadowaniu Jula
-nie muszę się martwić jak to będzie przy 20 stopniowych mrozach- na co słusznie
zwróciła uwagę a. pe:D

Także... my butelkowi i wcale nam z tego powodu nie wstyd!
:D

27 komentarzy:

  1. Butelkowi, ale jednak własne mleko dajesz Julowi, a to ważne. My jesteśmy butelkowi, ale na MM. Na początku miałam wyrzuty sumienia, że nie mogę Małego sama karmic. Ale gdy teraz widzę, jak Mały rośnie i że dobrze się rozwija i jest zdrowy to nie jest to juz dla mnie takie ważne. Poza tym nie widzę żadnej róznicy między nim, a dzieckiem, które jest karmione piersią. I nie ma co się wstydzic, że się karmi butelką. Nie każdy może piersią, nawet jak by bardzo chciał

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej hej :)
    My też już prawie całkiem butelkowi chociaż walczyłam długo i zacięcie. No i jeszcze się nie do końca pogodziłam z tym faktem że Młody je z butelki. Fakt niektóre aspekty są całkiem na plus: publiczne karmienie i możliwość wręczenia butelki tacie i ulotnienia się :-P. Ale w nocy to to absolutnie wygodne nie jest - zanim się zrobi to mleko to mija tyle czasu że Adaś obudzony, krzyczący i w ogóle wszystko źle. To już wolałam spać z cycem na wierzchu w jednej pozycji pół nocy...
    A o co chodzi z tymi 20stopniowymi mrozami?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohhh! Też to miałam i gdy brodawki odmawiały posłuszeństwa - odciąganie pokarmu i podawanie butelki przynosiło ulgę a brodawki odpoczywały... Teraz jesteśmy wprawione i dajemy tylko cyca, ale wdzięczna jestem butelce, bo dzięki temu przetrwałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Butelka ale ze swoim mleczkiem!! To co najlepsze!! Podziwiam i pokłony biję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, nie mam dziecka, więc pewnie nie mam głosu...ale i tak powiem, że nigdy nie miałam nic przeciwko butelkowym dzieciom swoich koleżanek. Pewnie miałabym, gdyby jakaś wyskoczyła z własnym widzi-mi-się, ale jeśli trzeba się przestawić, bo jest ważny powód, jak np. opisany przez Ciebie, to wtedy nikt nie ma nic do gadania ;)

    Powiedziałam co wiedziałam, więc znikam hehehe ;)

    Ściskam,
    battito...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zezullo to może głód męczył Julka a nie kolki? Najważniejsze, że Julek najedzony, szczęśliwy ... teraz rękaw niech schnie :)!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamaeli- Eeee...kolki to się zaczęły jak już dawno na butelce byliśmy:D Ale fakt! Cholernik głośny jak głodny że hej:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Zezullo ja jestem pół na pół :) , bo choć młody moje pije z "butli naturalnej" vel cycka to go dokarmiać musimy niestety nadal i cały czas też widzę uroki karmienia butelką w miejscach publicznych. Niby to głupie, ale mam wielkie opory przed obcymi cyc wywalać :) .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. wow, mam tego samego rogala :D błogosławieństwo dla kręgosłupa w ciąży :D niestety mój Bartek nie chciał na nim "jeść" ech... a co do mleczka to pewnie, że butelkowe mamy są ok :) sama miałam na początku taki plan, ale wyszło inaczej i wciąż jesteśmy na cycu. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja tez pol na pól
    pomimo stawania na głowie i tez deprechy-pokarmu u mnie jak na lekarstwo
    szczerze- zraziłam sie totatnie w szpitalu jak tłum pioelegniarek, co tylko wlazł to ciagnał mnie za brodawki i masrudził ze may za duzo wagi stracił. potem zadecydowali ze sztuczne, pomimo moich łez i prosby aby poczekac na kota. przekonali ze to dla dobra syna. Teraz Raszko potrafi ciagnac i 30 min cyc ale i tak daje butle plus sie odciagam. zraziłam sie

    OdpowiedzUsuń
  11. Presja dzisiejszych czasów jest niesamowita - kobiety nie dajmy się zwariować i róbmy tak, jak nam instynkt podpowiada, nie zawsze jest tak, jak się chce, ale to nie znaczy, że jesteśmy złymi matkami!

    OdpowiedzUsuń
  12. powodu do wstydu nie dostrzegam i ja :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, ile ja łez wylałam prawie dwa lata temu z powodu butelki:) a tym razem nie zamierzam się tym przejmować (i tyle cierpieć), zrobię to co będzie dla nas najlepsze:)Nie uważam, że to wstyd:) W żadnym wypadku!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja o karmieniu piersią mogłabym napisać poemat:D przeżyłam chyba wszystko, co możliwe: poranione krwawiące przez 1.5 miesiąca brodawki, kapturki, zastoje, nawały, kapustę, miliony wkładek laktacyjnych, odciąganie i próby butelkowe.
    Wciąż jednak mam dużo mleka i jakoś szkoda by mi było, aby Piotrek pił mleko sztuczne, chociaż jest to o wiele wygodniejsze, jeśli chodzi o wyjścia.. wciąż to jest dla mnie największy problem-nie wyjmę piersi publicznie, jestem za wstydliwa i do tego te kaptury... mały już nie umie zassać bez nich piersi:/ już nie mowiąc o kursie, który będę odbywać w weekendy.. własnie muszę zacząć przygodę z odciąganiem mleka na zapas.. a tak dałoby się MM i już :) no ale zazdrosnam, kiedy widzę syna ciągnącego butlę a nie mojego cyca:) Największym plusem karmienia piersią jest noc - wyciąga się pierś i już:) bez przygotowywania:) ale za to z wychodzeniem gdzies na dłuzej już nie jest tak kolorowo!
    Ja Cię podziwiam, że odciągasz, by dać Julkowi swoje mleko, bo chyba musisz trochę przy tym laktatorze posiedzieć, by miał co jeść cały dzień i noc:)

    OdpowiedzUsuń
  15. tylko Wasz Juliusz to taki zmarzluch... ? kurde moja spi tylko w bodziaku (nieprzykryta niczym!), a najlepiej spałaby w samym pampersie, jak sobie przypomne, ze kiedys zakładałam jej body+pajac+kołderka... dobrze ze jej nie ugotowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój mały ssak nie potrafi pić z butelki :(( A Tobie powodzenia życzę i gratuluję wytrwałości w odciąganiu... bo jakże łatwo jest podać modyfikowane...

    OdpowiedzUsuń
  17. No i super! Najważniejsze, że robisz kochana tak , jak Ci Głos Samicy podpowiada i sumienie. A za to dojenie to szac wielki.

    My tez pół na pół, bo cyc jeden juz przy półrocznym ssaku sam nie daje rady;-)
    No i z tymi plusami sie zgadzam;-)
    Moja dzielna kobita niesłychanie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziewczyny- przyznaję, presja na karmienie piersią u nas była ogromna. Położne środowiskowe za każdym razem nalegały i nagabywały do przystawiania traktując moje odciąganie mleka jak lekką fanaberię, z której i tak nic nie wyjdzie:/

    Co do kocowania Julka:D To u nas Synulo też praktycznie zawsze w samym bodziaku, lub przy chłodach w samym pajacu. Zdjęcie było zrobione po spacerze w chłodny dzień, a przykryty jest kocem bo to metoda na zasypianie- rzucić coś na głowę naszemu Julkowi i komara ucina:D

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas tez karmienie piersią jest ... NAJWAŻNIEJSZE nacisk kładą na to straszny, kobieta w szpitalu umiera ale gdzie tam nie dokarmią dziecka KARM MATKO KARM BOŚ ZŁA INACZEJ ....

    na szczęście przy drugim dziecku byłam już mądrzejsza o własne doświadczenia i nie dałam się ... zaszczuć ... oj wrogo na mnie patrzyły położne ;-)

    mam nadzieję, że wytrzymacie na matczynym mleczku jak najdłużej :-) niby zdrowsze ;-)

    ja się trochę wkurzyłam bo Norb sam mi się odstawia ... nie chce piersi a ściągam nikłe ilości .... może dlatego się odstawia bo piersi puste ??

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam,
    zaglądam tu co jakiś czas, ale komentarz zostawiam pierwszy raz. My też na butli z moim mlekiem. Po dwóch zapaleniach piersi, dwóch kuracjach antybiotykowych i morzu wylanych łez (moich i Kruszynki) odciągam mleczko i podaję w butli. Jestem teraz spokojniejsza i nie denerwuję się tak. Ściąganie mleczka trochę czasu zajmuje ale czego nie robi się dla maluszka.
    Mam małe pytanko? W czym zabierasz pokarm jak gdzieś wychodzicie?
    Pozdrawiam i zapraszam czasem do nas:
    http://annazzielonegowzgrza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja, jako młoda mama muszę powiedzieć, że nic bardziej nie drażni mnie niż pytanie czy karmię piersią i to następne, "dlaczego nie ?"
    Każdemu wydaje się, że ma prawo o to pytać i wyrażać swoją opinię na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  22. Anieska- zabieramy w butelce Julowej. Potem prosimy, np. w kawiarni o gorącą wodę i podgrzewamy- jeśli takowa potrzeba:D

    Dziewczyny- witamy wszystkie nowe osoby, miło nam, że do nas zaglądacie:D

    OdpowiedzUsuń
  23. A mnie jeszcze drażni jedna kwestia: karmię piersią i już podpowiadacze sugerują by jak NAJdłużej..! Najlepiej 2 lata..! A ja mówię stanowczo NIE. Nie będę karmić TAK długo.

    OdpowiedzUsuń
  24. U mnie z karmieniem było zupełnie inaczej. Tzn. istniało wielkie podobieństwo, że nie będę mogla karmić, ze względu na leki, które na szczęście udało mi się odstawić. W szpitalu też nie było wielkiego halo. W zasadzie było całkiem inaczej niż piszecie - kiedy po cesarce leżałam w sali pooperacyjnej, mojemu dziecku podawano butle z mlekiem modyfikowanym, bez mojej wiedzy i bez pytania, czy mi to odpowiada. Ale z Antosiem zawalczyliśmy o cycusia i teraz jestem zakładnikiem własnego dziecka... No i właśnie w walce o ciut więcej niezależności postanowiłam odciągać i tak go dokarmiać na spacerze, jako, że cyca wyciągać na środku ulicy przy 10 stopniach nie mam ochoty. Zobaczymy czy się uda, na razie zaliczyłam pierwszą porażkę z laktatorem, ale się nie poddaję...

    I przesyłam moc uścisków dla niemal dorosłego Jula :)

    Ps. Kiedy trafiłam na Twój blog i wciągnęłam się w archiwalne wpisy, od razu zauważyłam zbieżność dat urodzenia naszych chłopaków :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Szacun, że pomimo różnych perturbacji odciągasz i karmisz swoim mlekiem - to najważniejsze! A czy z piersi, czy z butelki, to już nie istotne.

    U nas początki też były ciężkie...Walczyliśmy o zassanie się Amelki przez jakieś 2tygodnie, ale nie ukrywam, że miałam różne kryzysy z tego powodu i już w głowie kłębiły mi się różne myśli. Wcale nie dziwię się kobietom, które przechodzą na butle. Poranione brodawki, ból przez długi czas, nerwy, niewiedza ile dziecko zje, itp.itd. Teraz już jest bajka, ale jak sobie przypomnę - brrr.

    Julo ma dzielną mamę!

    Elektrycznie czy ręcznie odciągasz? Karmisz co 3h czy na żądanie? Odciągasz na zapas? Mrozisz? Ja ostatnio mroziłam, ale po rozmrożeniu okazało się, że mleko jest zważone i nie mam pojęcia co źle zrobiłam ;/

    OdpowiedzUsuń
  26. Agu- początkowo odciągałam ręcznym laktatorem ale z czasem Julo zwiększył swoje zapotrzebowanie:) więc kupiliśmy elektryczny. Mrozić nie mrożę- ale często przechowuję w lodówce. Na zapas staram się odciągać, co by mieć na czarna godzinę- np. wrzeszczący Julo nie pozwalający mamie odciągnąć jedzonka:D A bywa tak, bywa;)
    Staram się trzymać 3 godzin ale bywa, że Synulo domaga się co dwie, nockami natomiast budzi się co 4 lub 4,5 godziny- od czasu gdy stosujemy kropelki na kolki;)

    OdpowiedzUsuń