sobota, 15 października 2011

W całej naszej przygodzie z Dziecięciem, żałuję tylko jednego...
Żałuję, że zostałam pozbawiona widoku momentu wydostania się na świat naszego Syna.
Leżąc bezwładnie, z tkaniną przed twarzą, dzielącą mnie od Julka, mogłam jedynie szukać odbicia w lampach zawieszonych nad stołem. Kobieta słyszy, że jej Dziecko, na które tyle czekała, już jest, ale nie może go zobaczyć...

26 komentarzy:

  1. No co ty? Przecież ważniejsza jest cała reszta! każda następna minuta, godzina, dzień - to dla malucha będzie najstotniejsze. Nie smutaj się, tak czasem się zdarza (o tak, u mnie też), nie przeskoczysz tego, co było, a teraz masz fajnego synunia i już.

    OdpowiedzUsuń
  2. W dzisiejszych czasach przez cesarskie ciecia mysle ze rodzi sie polowa dzieci, a jesli nie polowa to calkiem blisko. Na mojej ex-forumowej ciazowej grupie (ok.60 dziewczyn) ponad(!!!) polowa urodziła przez CC... ja zreszta tez... Ty widze, ze mialas tyle szczescie ze Julek urodzil sie w dzien i pewnie troche z Toba pobył. Moja Nadia zawitala na swiecie przed 22h00, wiec przyniesiono mi na pare chwil, a pozniej szybko zabrano i kazano mi spac, bo jak przypuszczano po dzieciu godznach porodu jestem wykonczona... fakt... bylam... ale jak tu... spac... jak sie nawet dobrze nie obejrzalo wlasnego dziecka.... ;) Poza tym ciesze sie, ze dziecko urodzilo sie zdrowe a mi skrocono meki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Smaczna- się samo czasem "smuta":)

    Marta- samej cesarki nie żałuję, ot nie dało się inaczej i już. Ale widoków...to już inna historia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łe tam... osliczmaczony, osluzowany, pokryty biało-złotą mazią, czesto fioletowo-czerwony, z znieksztalconą (przez poród) czaszka...;) niby to swoje wlasne... ale to swtego rodzaju hardcore jak dla mnie. Zreszta ja powoli zapominam, ze Nadia zaczeła sie u mnie w brzuchu... czytaj totalnie zepchnełam to skad ona sie wzieła... wazne, ze JEST tu i teraz, nie ze ja wyjeli, czy ze wypchnełam ją sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. i ze lezala, czy nie lezala tuż po pojawieniu na swiecie u mnie piersiach. Ona tego na pewno nie pamietam, a ja juz coraz mniej. Wierz mi, ze jest o wiele wiecej radosniejszych i przyjemniejszych momentow w zyciu dziecka niz pierwszy kontakt z nim :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się strasznie bałam :/ bo zaproponowano mi cesarkę, ale ja nie chciałam... Ważne że Julo teraz jest z wami :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja natomiast wierzę (choć nie jestem jeszcze mamą) że pierwszy kontakt jest bardzo ważny, nie tyle dla dziecka co dla mamy dlatego rozumiem absolutnie Zezullę i jej odczucia, że czegoś jej brak. Obserwuję natomiast (a mogę tylko na zdjęciach) że jesteś w nim po uszy zakochana i nie ma takiej siły, która mogłaby sprawić, że tamto doświadczenie wywrze na Was jakiś wpływ. Masz to szczęście, że możesz go obserwować cały boży dzień i to jest najwspanialsze. Macie cudnego syneczka. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem Zezullo ... wiem, mnie nawet taki kawał czasu dopada jeszcze dziwny smutek z powodu cc ... ni stąd, ni z owąd.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przynajmniej słyszałaś. Ja miałam ogólna narkozę - swoje dziecko zobaczyłam dopiero po godzinie 13. Urodziłam o 7:40.
    Ale nie rozpaczam z tego powodu.
    Wiele pięknych chwil od tego momentu przeżyłyśmy razem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie. Rozczuliłaś mnie jak zawsze - zarówno opisem jak i zdjęciem. Sama mam w sercu żal, jak przeczytałam Twojego posta... Ale jak już Ci go położyli na piersi - to było uczucie! Niesamowite. Sama to wspominam z rozrzewnieniem.

    OdpowiedzUsuń
  11. źle o tym myślisz. Przecież nie wybrałaś CC z własnego widzimisia tylko z musu, by ratować dziecko. Nie raz przy porodzie naturalnym matka nie widzi swojego dziecka bo coś się dzieje i natychmiast maleństwo wędruje w opiekę lekarską.

    Na pewno zaraz po wyciągnięciu go widziałaś chbociaż na moment, zapamiętaj właśnie tą chwilę kiedy pokazano Ci go koło główy, reszt ę wrzuć w niepamięć.

    Pierwszego syna rodziłam naturalnie i po 5 latach nie pamiętam momentu kiedy wychodził a moment kiedy leżał mi na brzuszku i czołgał się do piersi.

    OdpowiedzUsuń
  12. rozumiem Cię doskonale Zezullo:) nie żałuję, że rodziłam przez CC, zresztą inaczej sie nie dało w moim przypadku, ale dopada mnie teraz dość często taki smutas, kiedy analizuję każdą chwilę tego pięknego dnia (a robię to ostatnio dziwnie często-samo przychodzi), że nie widziałam, jak go wyjmują i że w ogóle nie wiem, jaką miał minkę i jak wyglądał sekundę po, bo podniesli go do góry i zaraz zabrali, a ja byłam w takim szoku, że nie zdążyłam tego zakodować... miałam to szczęście, ze kiedy tylko mnie zszyli i wywieźli z sali, zaraz go dostałam:) taiego zdjęcia jak Twoje nawet nie mam, bo mężulo w takim szoku był że aparat został w torbie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. ja też po cc, a nawet po dwóch. Ale nie odczuwam przez to smutku. Ja się bałam o młode że podczas naturalnego porodu coś się mu może uszkodzić

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja cię nie pocieszę bo jest czego żałować. To najpiękniejszy moment całego porodu, to moment w którym zapomina się o całym bólu, o długich godzinach cierpienia, to moment lepszy od wszystkich rozkoszy i orgazmów...to moment prawdziwego uniesienia kiedy przytulasz dziecko i czujesz ciepło jego ciała i możesz objąć to kruche ciałko...nie nie jestem jakąś fanatyczką porodów naturalnych. Wiem i rozumiem, że cesarka jest czasem konieczna i ratuje życie dzieciom. Ale przeżyłam te momenty o których piszę dwa razy o były to najpiękniejsze chwile mojego życia. Nic innego nie jest w stanie im dorównać. Ale głowa do góry...jeszcze tyle przed Tobą :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Teraz cieszcie się każdą chwilą spędzoną razem, nie pozostaje nic innego. Nie patrz wstecz tylko przed siebie. Macie siebie nawzajem i to jest najważniejsze a czasu nie cofniecie...

    OdpowiedzUsuń
  16. A nie dali Ci go zaraz po wyjęciu? Skóra do skóry? Nawet przy cesarkach ponoć się to stosuje (przynajmniej tutaj, nie wiem jak w PL).

    Dobrze, że teraz możesz tulić i oglądać go do woli :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Agu- nie, pokazują tylko po odśluzowaniu, pomiarach i zabierają do taty na inny oddział.
    Mama dopiero jak do nich dołączy dostaje dzidzię.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ojoj, ale przynajmniej taka cudowna pamiątkę masz...Ja nie miałam cesarki, ale też od razu nie wiele widziałam kochana...Wyjęli pokazali, położyli na cycu, zabrali i tyle było dziecia. Widziałam tylko jak w rogu sali go tarmoszą ważąc, mierząc i tak dalej.Eeeetam frajerzy są w tych szpitalach i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja zgodzę się w 100% z wpisem Asi (mamy Zosi i Hani), że to najpiękniejsza chwila w życiu. I choć położyli mi synka na piersi na 5 minut, gdyż był wcześniakiem i musieli zabrać go na badania, nie mogłam opanować głośnego płaczu i szlochu szczęścia, endorfiny opanowały mnie całą i przez kolejne 24 godziny nie spałam. To był najpiękniejszy czas w moim życiu. Z niczego nie jestem tak dumna, jak z tego, że mogłam naturalnie urodzić dziecko. Do dziś na myśl o tej chwili chce mi się płakać. A przed porodem naturalnym broniłam się rękami i nogami.. Na przyszłość nie będę, każdy ból jest warty przeżycia tego raz jeszcze. Pozdrawiam, Karolina

    OdpowiedzUsuń
  20. Fakt - chwila piękna. Ale żeby najpiękniejsza? Najpiękniejsze jest to co się dzieje teraz, z każdym dniem, uśmiechem, płaczem... to wszystko macie z Julem. Mój Macio zaraz po urodzeniu położony na moim brzuchu (z wrażenia chyba) zasnął :) Więc cóż... Najpiękniejszych chwil jeszcze setki przed nami!

    OdpowiedzUsuń
  21. nie ma co się martwić i rozpamietywać :)
    pomyśl w ten sposób, najważniejsze, że Synuś jest zdrowy i jest z Wami :)))
    pozdarwiam serdecznie,
    Asia, mama Zosi
    www.zosiabernasinska.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. A wiesz Zezund, są ludzie, którzy walczą o to, by ten nienaturalny poród jak najbardziej "unaturalnić" - zarówno dla mamy jak i dla dzidziusia. W niektórych miejscach jest tak, że można zażyczyć sobie opuszczenie ekranu na czas wydobywania maleństwa i dziecko od razu oddawane jest matce "skóra do skóry",do czasu zakończenia pierwszego karmienia - jeśli cięcie nie jest przeprowadzane ze znieczuleniem ogólnym. Aaaaaale to grupa ludzi, na którą masz uczulenie ;]

    OdpowiedzUsuń
  23. Barbara- niestety o tym czy można patrzeć czy nie decydują lekarze:/ I kurde nie idzie ich przekonać, co by to wyglądało inaczej:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiem kochana, dlatego jest ruch, który walczy o to, by to do Rodzącej należała decyzja :) Mam nadzieję, że POlska dogoni resztę Europy pod tym względem :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Barbara- to fakt, taka opcja byłaby genialna- dać możliwość wyboru kobiecie czy chce widzieć czy też nie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Doskonale Cię rozumiem, bo i mnie tego żal. Drugi żal, że mąż nie mógł być przy porodzie, a jak położne wywoziły małego, to nie powiedziały mu, że to jego syn.
    Ja widziałam Antosia przez sekundę po porodzie - tylko przystawiono mi go do twarzy i zabrano. Potem - około 2 minuty, kiedy przynieśli mi go do przytulenia po 3 godzinach od urodzenia. A potem.... to juz dopiero następnego dnia, gdy dostałam go już "na zawsze". Najgorsze było to, że mąż nie mógł mnie odwiedzić przed 17, a urodziłam przed 9 rano i przez te wszystkie godziny nie wiedziałam nic o moim dziecku, a do tego nie mogłam zasnąć. Leżałam więc patrząc w sufit i marzyłam, żeby wstać i wyjść z tej durnej sali do mojego dziecka.

    OdpowiedzUsuń