środa, 2 listopada 2011

Dla takich wieczorów.

Na uczelni byli "Mistrzowie" i "Dziewczęta Przeszanowne". 
Mężczyźni doceniani byli za sam fakt, że w ogóle zechcieli zjawić się na zajęciach, Kobiety musiały na owe "docenienie" zapracować.
Mężczyzna był Artystą, a Kobieta...żoną Artysty.
Mężczyźni mieli sięgać szczytów, Kobiety...miały dawać mleko swoim dzieciom.
I tu nawiązanie...
Na uczelni mieć dziecko, to była porażka. Przekreślenie szans na osiągnięcie czegokolwiek.
I wszystkie dziewczyny dały się przekonać- w tym ja, przyznaję. Ciężko było się zdecydować na macierzyństwo słysząc te wszystkie groźnie brzmiące proroctwa.
Ale teraz wiem, że Jul to najcudowniejsze co spotkało mnie/nas w życiu. Dopiero teraz wszystko nabiera sensu, dopiero teraz naprawdę się "chce". I ZDECYDOWANIE dziecko więcej daje niż odbiera.

Ps. Jakoś szczególnie nie płakałyśmy nad sobą. Po prostu każda robiła swoje;)

Swoją drogą, dla naszego profesora to musiał być prawdziwy koszmar, gdy jego pracownię, za naszej "kadencji", wybrały same "Przeszanowne":D

12 komentarzy:

  1. Ha!Czyli każda mama o tym samym, tylko po swojemu;-)Ja ostatnio mam uczucie zmamusienia. Zmamusienie mnie osobiście nie przeszkadza. Staram sie znaleźć równowagę między mamą a kobietą i tyle. Jednak...Jednak dla "Panów" zmamusienie oznacza skurczenie mózgu, jego zanik, tudzież ograniczenie jego resztkowej pracy, do kreatywności typu - dzisiaj bodziak zielony czy żółty?Słoiczek brzoskwinki, czy śliweczki. Przykre to, że mama w dzickiem na ręku ma niższą pozycję w intelektualnej sferze niż kobieta bez...tego jakże rozwijającego doświadczenia.
    Dobrze jednak, że my i tak wiemy swoje;-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamuśka- przyznaję, że czasem chciałabym mieć dylemat: zielony czy niebieski bodziak?:D Ale jakoś zawsze inne rzeczy zaprzątają moją Przeszanowną głowę:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli profesor mówi do studentek per "dziewczęta", to chyba jemu należy się tytuł "profesorek" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja już prawie nie pamiętam siebie z czasow gdy o karierze naukowej marzyłam, ja nawet do pracy wracać nie chcę - Witek padł mi na głowę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, temat tak szeroki jak długa jest historia macierzyństwa (ludzkości).
    Ja mam z kolei nieco pomieszanie z poplątaniem w mej głowinie. Nieco staromodnej nutki z nowoczesnym realizowaniem siebie. Moja Babcia, która była dla mnie wzorem niedoścignionym i mądrością niezwykłą mówiła "kobieta szuka mężczyzny mądrzejszego od siebie by mieć możliwość rozwoju ;), mężczyzna zaś potrzebuje mieć poczucie że jest autorytetem", coś w tym jest, nie?
    Ogólnie uzupełniamy się moje drogie mamy z naszymi połówkami nie tylko w życiu ale i intelektualnie tak przynajmniej powinno być. Zaś w śród mych przyjaciółek mam wachlarz od bizneswoman po domowe mamuśki i powiem Wam jedno cenię i jedne i drugi bo wiedzą co chcą realizując siebie w życiu. Mamy dar macierzyństwa i to jest cudowne bo to największy dar jaki otrzymała ludzkość i został nam kobietom powierzony! HA:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaa...coś w tym jest turkolandia- fakt, z przygłupem być bym nie chciała:D
    Ale czy zaraz K. mądrzejszy ode mnie...? :D
    Może po prostu jesteśmy oboje mądrzy z tym, że każdy w innej dziedzinie i troszkę w inny sposób.
    I też szanuję tych, którzy potrafią wybrać swoją drogę, którzy maja pomysł na siebie- nawet jeśli jest to pomysł na "kurę domową"- w takim pozytywnym znaczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  7. My mamy rodziny a fakt jest taki, że każdy instynktownie dąży do założenia rodziny. Jednym udaje się to wcześniej... innym później... niektórym wcale bądź się sypie... Ale i tak Nam zazdroszczą w głębi duszy... Nie da się oszukać natury która drzemie w każdym mniej lub bardziej... prędzej czy później... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezła- a powiem Ci, że wierzę, że są ludzie, którzy naprawdę nie chcą mieć dzieci. I skoro nie chcą, to niech trwają przy swoim, bo w takim przypadku najgorzej byłoby ulec presji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myslę sobie, że dziecko jest jedną z największych przecudowności, jaka może nas spotkać. Mimo to nie chcę stać się "mamuśką", chcę być mamą, ale i kobietą. I choć kocham Antka najbardziej na świecie nie zamierzam poświęcić życia dylematom dotyczącym koloru bodziaka, czy smaku słoiczka, bo udało mi się ocalić kilka moich pasji, które sprawiają, że wciąż mogę się rozwijać...
    A co do mądrości w związku, to uważam, że dobrze jeśli jest jej mniej więcej po równo. U nas tak jest, choć - tak jak i u Was - każde jest mądre w innych dziedzinach (ja humanistka, M. umysł ścisły). I to jest cudowne, bo oboje możemy się od siebie uczyć. Uwielbiam momenty, gdy każde zupełnie inną drogą dochodzi do tego samego wniosku... Bardzo to sobie cenię w naszym związku, zwłaszcza, że kiedyś byłam z facetem, który do specjalnie rozwiniętych nie należał... Lubiłam momenty, gdy patrzył w dal, bo sprawiał wrażenie, jakby myślał... Niestety z czasem okazało się, że tylko patrzył...

    Ps. Dziękuję za miłe słowa pod adresem naszych zdjęć. Ja dla odmiany uwielbiam je robić, choć Antek łatwym modelem nie jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. a.pe- ooo maciusiiiuuu, ależ się uśmiałam:D Mówisz, że sprawiał wrażenie jakby myślał...? :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Tyle niedopowiedzeń w twoim poście Zezullo a wszystko powiedziane. Myślę i czuję bardzo podobnie ... dopiero teraz wszystko nabiera sensu ... codziennie zdaję sobie z tego sprawę :).

    OdpowiedzUsuń
  12. ja tam mojego pierwszego syna na swoim piątym roku studiów urodziłam 4 października, 27 maja kolejnego roku magisterkę obroniłam, a cztery lata później już pracując, też doktorat zrobiłam, więc w nosie miałam wszelkie teorie o tym, ze to z dzieckiem nic nie można, a nawet więcej, zawzięłam się, ze udowodnię, że można właśnie :))))

    OdpowiedzUsuń