niedziela, 8 stycznia 2012

Szlochu trwaj.

Przyznaję, zawsze należałam do tych mających szloch na wierzchu.
Ale teraz...teraz szloch zawładnął moim życiem. I nie chodzi tutaj o użalactwo- ooo nieeee! 
To szloch pozytywny, szloch przyjaciel.
Przyczepił się i ani mu w głowie się odczepiać- a mi ani w głowie się go pozbywać.
No gdzieeeee....
Jul rzuci bezzębnym w stronę rodziców- szloch....
Jul podrapie się po brzuchu jak prawdziwy mężczyzna- szloch...
Jul powie "dziiii" i przeciągłe "leee" do tego- szloch...
Chlupnie wodą po całym pokoju podczas kąpieli- szloch...
Zrobi "pfffyyyyy" plując marchewką w czasie karmienia- szloch....
Wierzgnie nogami tak, że aż skarpety wylądują metr dalej- szloch...
Zapiszczy wściekle, gdy cały samochód nie daje się wepchnąć do buźki- szloch...
Przeturla się (przypadkowo) z kocyka na podłogę- szloch...
Wypije 150 ml mleka i złoży zamówienie (krzykiem) na więcej- szloch...
Obślini ze wszystkich stron jabłko ( nie kosztując ani tyćki owego)- szloch...

Bo to wszystko takie piękne, takie nasze, takie jedyne, takie PIERWSZE...
Ano wiecie, my ogólnie pozytywni jesteśmy- szloch...
____________________

Jul- nie do kupienia
Body- TU
Spodnie- z drugiej ręki, wyłowione w necie

29 komentarzy:

  1. Hehehe, u mnie szloch był zawsze w środku, ale wylazł na wierzch też razem z dzidziem i... został! Co prawda mniejszy niż w pierwszym roku dzidzia, ale jednak wciąż jest. A wkrótce trzecie urodziny się szykują... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie to SZLOCH jest bardzo OK! Oby takich pozytywnych szlochów było jak najwięcej! Ja ciągle szlocham przy kołysance "Królu mój" - słowa Osieckiej...Szlocham i dziękuje za SynAlka! Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. u mnie dziecię drugie i nadal wzruszeń co niemiara, a co będzie jak doczekam córeczki? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chlip, chlip - miewam tak :) Choć też pozytywna jestem raczej ale dzieci mnie wzruszają choć czasem wkurzają... Różnie bywa z tymi dziećmi ale jedno jest pewne: to C-U-D-A!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja czasem też tak mam, wogóle ja często się wzruszam. A body moja młoda ma dziś te same co JUL:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się zastanawiam, czy jeśli nie SZLOCHAM, to ze mną jest wszystko ok? Przecież nie jestem nieczułą, zimną su...złą babą ;) Kilka osób mnie już pytało, czy jak zobaczyłam Bobofruta na monitorze i usłyszałam serducho, to czy szlochałam ze wzruszenia. Nie, nie szlochałam. Ze wzruszenia miałam banana od ucha do ucha, takiego, że aż kąciki ust popękały :D
    Ale w zasadzie tydzień wcześniej ryczałam jak bóbr, kiedy spojrzałam na niepomalowany fundament makiety, nad którą teraz pracujemy. Hahaha. Zrozum rozum :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Million- mi również zdarzało się nie płakać i nie wzruszać w chwilach, gdy wszyscy się wzruszali, np. gdy Julinda po raz pierwszy się uśmiechnął:D
    Bardziej "wzruszają" mnie rzeczy naszego wspólnego, dzieciowego, dnia codziennego:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dżyzas jak ja się za wami stęskniłam!...szloch

    :D

    aahahaha

    a na serio, to poważnie się stęskniłam! Braki Twojego poczucia humoru odczuwać zaczęłam :>
    Podejrzane :P

    Niechaj Julo się dobrze chowa noworocznie i niechaj rodzice się dobrze (u)uchowają :D

    ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
  9. ja popłakałam się, gdy Gulek się uśmiechnął się pierwszy raz. I gdy zobaczyłam pierwszego ząbka. Ale to takie łzy żalu, że te czas tak szybko przemija i radości, że mój Dzidź tak ładnie się rozwija :-)
    pozdrawiamy gorąco, a Julek jak zwykle uroczy i do tego elegancik :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurcze a ja nie szloacham, cos ze mna nie tak

    OdpowiedzUsuń
  11. Body widziałam w TESCO - są cudne.
    Co się dziwić, że szlochacie jak takiego Jula macie ?
    Nie - to nie było zamierzone :d

    OdpowiedzUsuń
  12. he he, jesteś lepsza ode mnie :D
    ja dziś na TLC oglądałam "Porodówkę" = godzina wycia, przypomniałam sobie jak słyszałam pierwszy płacz Martusi - to była najpiękniejsza chwila mojego życia. I znów płaczę :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Uff, a ja już myślałam, że ten szloch to tylko ja tak miałam na wierzchu, a teraz to nawet ze zdwojoną siłą się ujawnia. Jednak nie jestem sama, już mi lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj Emilko, znam to doskonale;-)
    I wiesz co Ci powiem, prawdziwe szlochanie to dopiero się zaczyna po 8 miesiącu. wtedy to dopiero powody się piętrzą. Cuuuuuudnie jest!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale fajnie :) Już się nie mogę i u nas takich chwil doczekać a Julo jak zwykle boski! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Bo to wszystko to łzy szczęścia, nieprawdaż :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak zwykle - genialny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja również z tych jawnie szlochających, ale aż tak to nie:-) natomiast to prawda, powodów do roztkliwiań każdego dnia jest wiele! hihi. Również mamy aligatorowego bodziaka, w prezencie od teściowej otrzymaliśmy:-) Julo prezentuje się jak zwykle modelowo:-)

    OdpowiedzUsuń
  19. To ja w takim razie życzę jak najwięcej takich wzruszających momentów :)
    Ja póki co się wzruszam gdy Dzidziuś zaczyna kopać tak, że mi widać gołym okiem podskakujące górki na brzuchu :) a kopie tak coraz częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To najpiękniejsze chwile, więc szlochaj do woli :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja będąc w ciąży chlipałam za każdym razem, gdy dziecko zobaczyłam, bądź też inną ciężarną... Teraz to raczej zdziwienie mnie dopada, a mój wyraz twarzy od ośmiu miesięcy ma kształt literki "o".

    OdpowiedzUsuń
  22. Prawdziwa młoda mama:)))...etap radosnych łez, podskoków radości i wiecznych zachwytów chyba szybko nie przechodzi:P...ja mam go do dziś:O

    OdpowiedzUsuń
  23. A szlochaj sobie, szlochaj... Ale tylko z radości :))

    OdpowiedzUsuń
  24. ale mam zaległości w czytaniu! wystarczyło iść urodzić Szymona, a teraz czytania, że hoho :)

    OdpowiedzUsuń