czwartek, 15 marca 2012

Dzień szur- nięty! :D

Człowiek ogarnięty.
Włos zaczesany, oko maźnięte, usta błyskające. But lśni, ciuch wyprasowany, słodka woń perfumy sunie za Zezullowatą. Skoro już wyglądam jak ludź, zabieram się za Człeka małego.
Wypucowany, równie pachnący, równie wyprasowany i lśniący.
Noooo...to wychodzimy Synu.
Ale najpierw karocę należy wyprowadzić- jako, że Zezullowata licha siłowo, powóz rozkładam na części. Przy okazji przejeżdżam oponą po lśniącym bucie pozostawiając ślad bieżnika na cholewce... Dysząc jak mięczak lezę po schodach: jeden, dwa, trzy...siedemdziesiąt osiem, siedemdziesiąt dziewięć...sto czterdzieści pięć!
Jestem na dole!
Rozkładam stelaż i wracam na górę po resztę wozu. Jeden, dwa, trzy...siedemdziesiąt...sto czterdzieści pięć! Wchodzę do mieszkania. Na mój widok Synulo ślini się radośnie i wierzga nogami zrzucając przy tym skarpety.  Euforia nie trwa długo:/ Spokojnie przemawiam, co by się Jul ogarnął
i dzielny był, bo mama zaraz przyhopsa po Niego. Chwytam wózek- a raczej to co z niego zostało
i spidem biegnę na dół-, bo wiem, że cierpliwość Pierworodnego powoli się kończy.
Jeden, dwa...sto czterdzieści pięć!
Kiedy wracam zastaje Jula dziamiącego rajstopę:/ Chwytam Synulindę i ogarniam Go na nowo, co by ludziska nie powiedzieli żem wyrodna. Po minucie lśni jak nowy!
To bierzemy się za kurtki, czapki. W tym momencie leją się łzy, bo któż mierzący ledwo 71 cm lubi nakładać czapkę??? No kto? Kto pytam? No nie Julo!
Opatuleni jak dwa bałwany- jeden większy, drugi mały, pod pachę ładujemy wszelkie mast hew!
Koc! Przypinka do smoczka! Klucze! Folia do wózka! Skóra, fura i komóra!
Wychodzimy!
Gdzieś koło pięćdziesiątego schodka opadam z sił- oznaką jest albo jęzor do podłogi, albo pot spływający po plecach. Albo to i to. By dodać otuchy, Jul tarmosi grzywkę... nie, nie swoją...
Zaciekawiony apaszką szarpie ją, bo co jak co ale apaszkę mamy, to w tym momencie jak nic należy wylizać!!
Obowiązkowo buta też trzeba zgubić. Przy próbie podniesienia zguby wypada koc i cały ekwipunek spod pachy:/ Jakoś udaje mi się zgarnąć wszystko, a nawet z sukcesem wciskam buta
na stopę synową.
Pakuję Julka do wózka. Trzask drzwi i jesteśmy na podwórzu!
Jul nadal lśniący i błyszczący.
Matka nadal z bieżnikiem na cholewce, apaszką zwisającą z szyi i grzywką szurniętą do tyłu, bo Syn twierdzi, że tak modnie... :/

Ps. Dodam, że spacerować z Julem WIELBIĘ:D
_________________________

Jul- nie do kupienia
Body- z drugiej ręki
Spodnie- z drugiej ręki
Czapa- podarunek
Apaszka- TU

52 komentarze:

  1. Piękny zestaw ubraniowy! Jak Wy to robicie, że Wasze Dziecię zawsze takie czyste? Moi non stop w brudnych ciuchach popylają, bo albo się właśnie pobrudzą, albo zakładam im brudne, bo się marchewka czy jabłko nie doprało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeeee...yyyyy...uwierz mi, że i marchewkowo-jabłkowy bywa:D

      Usuń
  2. Zmęczyłam się razem z Wami. Ledwo zipię. A ja mam tylko 5 schodków i jak to wszystko noszę we i wewte po 50 razy to mam dość, a Ty masz ich aż 145!!! Jezuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!! Juloooooooooo w czapce boski :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ją też lubię u nich kupować :):) te chustki mają śliczne

    Pamiętam jak to jest bez windy... współczuję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My się kochamy w tym Sprzedawcy:D No co ciuch, to cudniejszy! Chyba złapię dodatkowy etat, co by móc mieć WSZYSTKO!:D

      Usuń
  4. Ja również się umęczyłam,hihi :P Współczuję tylu schodów a zarazem gratuluję siły. Bo ja w domu mam ich tylko 10 i też niekiedy wymiękam, jak latam w tą i z powrotem :) Pozdrawiamy !

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie 3 piętro, 2 bajstruki, 0 windy, wózek 2w1, tylko 2 moje rece, proste równanie wybrać się na spacer = MORDĘGA

    OdpowiedzUsuń
  6. No dobra... zaczęłam sobie zazdrościć, że mieszkam na parterze :)
    Julo! Wyglądasz cudnie chłopaku!

    OdpowiedzUsuń
  7. Yyyyyy- ze schodami strzelam:D Mieszkamy na drugim piętrze:D

    OdpowiedzUsuń
  8. A jednak winda to błogosławieństwo istne! A Synuś czapy też nosić nie chce, ale odkąd mąż mu swoją osobistą podarował to się nie krzywi a dumnie nosi choć o 10 rozmiarów za duża :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Julo, jakiż Ty wystrojony i w tej czapie - nono, nie pogadasz!
    Jakim cudem udało Ci się buciki mu wcisnąć? Amelka zrzuca namiętnie, więc nawet nie próbuję już ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak ma do wyboru zmarznięte girki, lub buty na nogach, to wybiera to drugie:D

      Usuń
  10. a Jul tak sam zostaje w domu jak Ty znosisz wózek?
    ja też przeżywam katusze przed wyjściem, ale jak tu nie wyjść ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam- przypięty w bujaczku, lub w łóżeczku:D

      Usuń
    2. Ale ja spacery LUBIĘ!:D

      Usuń
  11. Świetny wpis. Zawsze są świetne, ale ten - wyjątkowo;-P
    Znam to poniekąd z autopsji. Poniekąd,bo raczej w wersji lajt. Twoja-mrozi krew w żyłach i budzi wielki szacunek.
    SZACUN o Matko Twardzielko!

    OdpowiedzUsuń
  12. można się zmęczyć czytając:)) i na szczęście u nas winda.

    OdpowiedzUsuń
  13. Moi Synowie lubią czapki (przynajmniej na razie). Chyba po prostu dobrze im się kojarzą. Ze spacerem albo wycieczką do lekarza, albo do dziadków. Uwielbiają ludzi, bo mogą wtedy liczyć na gratisowe przytulanki i takie tam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas "ból" tylko przy nakładaniu:D Potem czapka jest git:D

      Usuń
    2. Już właśnie chciałam napisać, że dziś Marcin cuda wyczyniał z czapką. Odnalazł troczki i zaczął się z nimi szarpać :)

      Usuń
  14. Achh kobiety, kondycji nabierzesz do Olimpiady... Ile takich spacerow zaliczasz dziennie? My z 2 co najmniej ale mniej schodow mamy... A moze zostawic karoce na klatce. Lancuch, klotka i juz?! A Julo, Bozeeee, zachwycil mnie swym stylem! Do twarzy mu w czapce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt duże ryzyk fizyk z tą klatką u nas jak się ostatnio okazało:) Niby osiedle zamknięte, a i tak jak ktoś chce coś wynieść, to wyniesie:)

      Usuń
  15. Moich trzech groszy jeszcze brakuj ;) - od nienawiści do miłości niedaleko ... Elka nienawidziła, teraz kocha czapki :). SZACUNECZEK! (wrrrróć) SZACUN WIELKI!

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętam jak wybrałam się z koleżankami do Fabryki Trzciny. Wzięłam ze sobą Emi. Były pod wrażeniem jak szybko i sprawnie przechwytuję pędzącego malucha, przewijam prawie w powietrzu, za pomocą wszystkich swych kończyn przesuwam konieczne przedmioty, a na koniec pakuję już zniecierpliwione Córczę w odzienie i wózek. Przy tym prowadząc swobodną konwersację :)
    Nie ma to jak praktyka w ekstremalnych warunkach, nie dziewczyny?

    PS: Wdzianko jak zwykle nienaganne PERFEKT:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Już nigdy nie będę narzekać na nasze przygotowania do spaceru. W porównaniu z Tobą to ja nic nie muszę zrobić :P Ale jesteś mega mamą :D
    Jul przepiękny, boska czapka i apaszka. Zakochałam się w paru rzeczach od tego sprzedawcy i chyba wydam trochę pieniędzy :/

    OdpowiedzUsuń
  18. Rechoczę jak głupia :D

    I zastanawiam się jak to będzie u nas. Ale u nas jest winda, ha!

    Ściskam!

    ...i dalej rechoczę :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy ja Wam mówiłam, że Was uwielbiam? Nie? To Was uwielbiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Popatrz jaki to świat zaskakujący:D No my nic o wielbieniu Twoim nie wiedzieliśmy:D

      Usuń
  20. My też na drugim mieszkamy i tylko raz miałam przyjemność targać wózek po schodach - za więcej dziękuję, ale nie!
    Aż nabrałam ochotę by Anuli kupić na wiosnę u tego sprzedawcy apaszkę bo są cuuuudne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apaszkę szczerze polecam! Jest milusia w dotyku, lekka i zapinana na zatrzaski- więc rachu ciachu i na Dzidzi jest:D

      Usuń
    2. Ja mam komin i tez jest świetny :)

      Usuń
  21. Dziewczyynyyyy- opis miał pokazywać jak kolorowo jest w czasie wypraw:D I ile atrakcji przy tym:D Bynajmniej nie narzekam :D

    OdpowiedzUsuń
  22. niezła wyprawa :-)))

    hehhe jak dobrze że mam tylko kilka schodków do pokonania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. a u nas czapka już nie taka straszna.
    rozumiem Twój ból ze znoszeniem wózka. my z 2 piętra.
    najpierw znoszę sam wózek, później wracam po Emilię i już jestem zmęczona, ale sam długi spacer wynagradza mi te cierpienia :)

    OdpowiedzUsuń
  24. tak sobie pomyślałam, że jak u siebie bym zostawiła ten wózek na dole to już musiałabym spacerować z dzieckiem an ręku:P

    OdpowiedzUsuń
  25. Windy nie doceniamy, jednak.
    Dzielna mama :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję za linki!!! Ale czy Ty chcesz, żeby mąż mój najdroższy dostał zawału widząc na córce spodnie z krokiem w kolanach? :D
    Buhahahaha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy Twój mąż wie, jak cudnie Bobofrut będzie się prezentować???:D I jak dłuuuuugo takie posłużą???:D No niech się zastanowi Chłopina:D Niech się zastanowi:D

      Usuń
  27. Jakie wzgardzić, jakie wzgardzić?!?!

    Ja bym wszystko już kupiła! Kupiłabym wszystko, gdybym nie była w totalnej rozsypce! No bo skąd ja mam wiedzeć, z jakiego rozmiaru będzie startowało to nasze Bobofrutowe dziecię? :D Poza tym na dzień dobry będziemy mieć lato. Kupować najmniejsze ciuchy z krótkim rękawkiem w większości i trochę z długim? Odwrotnie?
    W czym ja Ją ze szpitala wyniosę? W kaftaniku, śpiochach...w kocu? Podano dzieciaka w panierce... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D My wychodziliśmy w sierpniu a Jul odziany był w SWETER wełniany, bo wiało, padało i zimniarno było:D Za to tydzień później...w samym bodziaku hasał:D
      Na moje dobrze mieć troszkę w rozmiarze 56, bo jednak wygodnie jak dziecko widać w fałdkach ciuszków:D A nie, musisz Go szukać i zastanawiać się, czy aby na pewno tam jest:D
      Polecam spodnie z pasem bezuciskowym- tam chyba był link do takich. Na 100% posłużą dłużej- a i latem chłodniejsze wieczory się trafiają, więc będzie jak znalazł:D
      Polecam też wszystkie lekko rozciągliwe ubranka, np. sweterki wełniane. Łatwiej Dzidzia odziać w takie:D Tak samo z body kopertowym- wygodniejsze, a u nas bida była w tym fasonie, bo sto przez głowę wciskanych mieliśmy:/
      No ale od numeru 62 to już możesz zaszaleć:D No bo raczej Bobofrut więcej niż 5 kg ważyć nie będzie:D

      Usuń
  28. Oj jest kolorowo, jest! Też miewamy takie przygody z gubieniem buta :) Ale fakt, że się człowiek napoci, oby do lata! Zrzucamy warstwy i w plener!

    OdpowiedzUsuń
  29. niby opis śmieszny, ale jakoś mi nie do śmiechu. Podziwiam Cię za te iście superłumenowe wygibasy przy wyjściu na spacer. Gdybym ja tak musiała to WItold świata by nie oglądał.

    OdpowiedzUsuń
  30. eeee co do czapki tu u nas :D to samo :P , moja córa ma to po mnie :P też czap nosić nie lubię :P wolę kaptur narzucić na głowę ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Taaa.... skąd ja to znam :))

    OdpowiedzUsuń
  32. buehehe u nas + jedno więcej więc koc i akcesoria przełożone przez torbę.W jednej ręce rówieśnik Jula , w drugiej wisząca starsza zawsze i wszędzie opory stawiająca:P Dobrze, że choć wózek na dole można zostawić, to jest można na własną odpowiedzialność, jak kto ukradnie-trudno:P

    OdpowiedzUsuń
  33. no musiałam się odnieść do posta tego, musiałam :D http://uagnieszki.blogspot.com/2012/03/87-cierpliwosc.html

    OdpowiedzUsuń
  34. to znowu ja, bo... skleroza nie boli :D
    najładniejszą apaszkę wykupiłaś! taka właśnie pasowałaby nam najbardziej, myślisz, że będą jeszcze takie modele czy już pozamiatane ;)???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pewnie będą. Często jest tak, że po kilku dniach aukcja pojawia się na nowo:D

      Usuń
  35. my mamy parter - ale też na moc atrakcji nie narzekamy i też uwielbiamy wychodzić - szczególnie, gdy słoneczko wiosennie świeci, a no i też nie znamy czapkolubne baby :)

    OdpowiedzUsuń
  36. świetnie to ujęłaś! nie liczyłam ilości stopni (jutro nadrobię) ale poszłam na łatwiznę i z czwartego piętra znoszę codziennie JJ do piwnicy w nosidle, przekładam w piwnicy do wózka i w drogę. Po dwóch godzinach tacham go w nosidle na górę. Ale warto. Nie odpuszczam spacerów. never ever.

    OdpowiedzUsuń
  37. no nareszcie wpis rodem z mojego i Bombowego życia!!! XD
    bo normalnie jesteś ideałem:-)

    OdpowiedzUsuń