poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Dzidziol, to nie koniec nas.



Jasne, że bywają dni słabizny-cierpliwizny. Ale wierzę, że to jak spędzimy dzień/miesiąc/rok/życie z Dzidziolem, w dużej mierze zależy od nas samych.
Od naszego nastawienia, od wyłączenia głowy we właściwym momencie,
(np. gdy lewą nogą Dzidziol wstać postanowił). To działa Dziewczyny/Faceci.
Od zawsze uwielbiałam ludzi pozytywnych. Ludzi co z tyćkiego sukcesu cieszyć się potrafią. Co doceniają to co mają i kształtują swoje życie tak, aby sprawiało im ogromną satysfakcję. Ludzi, którzy mijając cię na spacerze, zamienią słowo, dwa. Co przypomną, aby z każdej wspólnej minuty
z dzieckiem cieszyć się ogromniaście. Uwielbiam nawet bezzębną panią, która niewzruszona swoim brakiem jedynki i częściowo dwójki, obdarza wszystkich dookoła uśmiechem-nam też się uśmiech dostało.
Piękny, furtkowy i wyjątkowy dzięki temu!

Z Dzidziolami można wiele. Potencjalne bariery częściej powstają  w naszych głowach, niż są realnymi barierami w życiu codziennym. Wystarczy się przełamać, zrobić pierwszy krok, potem nie zapomnieć o drugim, a dalej...
to już się tylko biegnie. 


________________________

Jul - nie do kupienia
Spodnie - TU
Bluza - TU
Czapa - TU
Buty - prezencior 

21 komentarzy:

  1. No jasne! Pozytywni ludzie dają energię, kopniaki... i dlatego tu wchodzę :)
    A od smętnych trucicieli dnia codziennego stronię!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem tego samego zdania ! ale Jul i tak zwiedza więcej niż mój Szymcio :) podziwiam Was ! a siebie karcę za pozostałości barier w głowie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zezuuu, ale jak fajnie czasami pomarudzić, żeby ktoś pocieszył :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ale mi ten post był potrzebny! właśnie teraz. dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Można się ciskać o to, że Dziecko nas ogranicza lub współpracować z Dzieckiem i angażować Dziecię w naszą dorosłą codzienność.

    Dla mnie to nie było proste ale udaje się :) W końcu Dzieci nas naśladują a my powinniśmy przekazywać dobre wzorce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no i ja myślę, że smutku w życiu jest tyle, że nie ma co problemów z niczego robić :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. No muszę się z Tobą zgodzić...znowu...:)))) Pamiętam jak bedąc w ciąży z Wikusią wszyscy nas straszyli: zobaczycie skończy wam się grilowanie, oglądanie filmów wieczorami...wyjazdy weekendowe i wakacyjne...i co??i nic się własciwie nie zmieniło...i teraz jest podobnie:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas się skończyło, ale tylko na 2-3 miesiące, aż ogarnęliśmy swoją przestrzeń i nauczyliśmy inaczej czas organizować:D Filmów oglądamy duuużo-ale wyłącznie dobre, bo na słabe czasu szkoda:D

      Usuń
  8. Dla mnie jedynym ograniczeniem jest brak prawa jazdy i brak podjazdow na stacji (czyt. meeeega duzo schodow). Ale w weekendy staramy sie nadrabiac ile sie da :) Chyba juz nie ma dla nas niedostepnych miejsc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mam prawka- wszędzie docieramy autobusami, lub pieszo pokonując kilometry. No chyba, że jest mąż w domu, wtedy wybywamy autem:D

      Usuń
  9. my trzaskami kilometry na spacerkach z wózkiem:) średnio jakieś 5 dziennie:)
    Wszystko się da!

    OdpowiedzUsuń
  10. tak jest, Emi :) odwagi trochę i można ruszać w świat, w ten makro czy mikro... z dzieciem jest jeszcze tak, że jego uśmiech bardziej lub mniej zębny otwiera sporo serc! niekoniecznie tych spokrewnionych, obcych zupełnie! pieluchę pożyczą, pomoc zaproponują, zagadają. no nic tylko nabierać wiatru w skrzydła!
    PS olewając wyjątki osób zniesmaczonych obecnością dziecka (slina, krzyki, kupa, ojaaciiee), to tylko wyjątki, które potwierdzają regułę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O widzę, że odwiedziliście muzeum w ratuszu, i jak? Bo my po wizycie z Miska w CSW przestaliśmy mieć ochotę na wizyty w galeriach. Przez całe Centrum chodziła za nami gromadka pilnujaca, żebyśmy tylko przypadkiem czegoś nie dotknęli, nie podeszli za blisko, nie powiedzieli czegoś za głośno. My tzn. Michalina... Ostatnio mile widziani czuliśmy się w Muzeum Narodowym w Poznaniu na Nocy Muzeów, ale wtedy Miś miał 2 tyg. I spał w chuście..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To my byliśmy w CSW w zeszłym tygodniu i był pełen luz-zawsze jest. Panie chodzą za zwiedzającymi, ale niezależnie czy jesteśmy z Julem, czy nie-chyba taki odgórny nakaz jest:)
      W ratuszu też cały czas ktoś z nami był:)

      Usuń
  12. Zgadzam się w zupełności, ze główne ograniczenia - to my sami i nasze podejście do tematu - dziecko niejednokrotnie udowadnia nam że SIĘ DA! - Ja ubolewam trochę nad małą ilością atrakcji w naszym otoczeniu - ale - tu rola dla mnie aby ruszyć wyobraźnię :))

    OdpowiedzUsuń
  13. 100% na tak dla postu...i jeszcze w miarę możliwości otaczać się takimi ludźmi...i życie jest wspaniałe :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. właśnie częściej to otoczenie widzi dla nas barierę nie do przeskoczenia z powodu tego iż mamy dziecko smutne :(

    zapraszam na nowy post dresowy mom&son
    franciszkania.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam takie podejście! Uśmiech na buzi i zwalczanie potencjalnych przeszkód losu :)!

    OdpowiedzUsuń
  16. Pewnie! Z dwójką tylko troszkę trudniej! :) Umówiłam się z moimi kumpelkami ostatnio na Starym Mieście. Najbliższy parking... troszkę daleko. Leje z nieba jak z cebra. Dobrze, że miałam tylko Lenę ze sobą, bo wybacz, ale chyba zawróciłabym do domu :) I tak było ciężko, z parasolem w ręce, na wysokim obcasie, z piętnastoma kilo uczepionymi niczym małpka. No, ale potem był jeden z tych pozytywnych wieczorów, kiedy człowiek pęka z dumy, że ma takie fajne dziecko. Czyli można i na pewno warto!
    PS. Ależ ja Was lubię! Wpadnę tak czasem i znów się spóźnię z obiadem! :*

    OdpowiedzUsuń