niedziela, 24 listopada 2013

R-ewolucja.

Przyznaję się, nim zostałam matulą, miałam dość mieszane uczucia co do organizowania zajęć dla dzieci (szczególnie tych malutkich). Zajęcia muzyczne, plastyczne, zdawały mi się jakimś wymysłem rodziców, którzy zapisywali na nie swoje pociechy tylko po to, by iść z prądem czasu.
Hmhm.. na szczęście, w mojej głowie się poprzestawiało, życie pokazało mi, że bzdurny to był pogląd i wstyd mi za to, że kiedykolwiek przydarzyło mi się myśleć w ten sposób.
Otóż macierzyństwo uświadomiło mi, że codzienność to nie tylko uśmiechy, radości i różowe okulary. Okazało się, że Dzidziol, mimo olbrzymich chęci rodziców do wszelakich zabaw, relaksów, spacerów, potrzebuje czegoś takiego jak kontakt z rówieśnikami- szczególnie gdy szaro za oknem, dreptanie długie raczej w grę nie wchodzi, a na matulę już patrzeć się nie chce:)
Dzidziol potrzebuje towarzystwa nie tylko w postaci rodziców, ale i innych osobników mierzących niecałe 80-90 centymetrów. Potrzeba pogadania w swoim języku, pośmiania się z żartów, które rozumieją tylko inne dzieci, bierze górę. Brak tych rarytasów skutkuje kwękoleniem.
Spacery spacerami, place zabaw placami zabaw, odwiedziny kolegów i koleżanek odwiedzinami, ale Julowi ciągle było mało.
Poszperaliśmy zatem za czymś ciekawym dla Niego. Padło na zajęcia z rytmiki, bo i termin fajny, i podróż autobusem przy okazji można zaserwować, i park tuż obok, i zoo naprzeciwko.
Po miesiącu chadzania, możemy stwierdzić, że to był strzał w dziesiątkę! Jest idealnie. Mała grupa, kompetentna prowadząca, niesamowicie ciekawe zajęcia, dużo ruchu, dużo skakania, dużo tańców i śpiewania, gra na instrumentach możliwa.
Każdy z nas wynosi z zajęć coś dla siebie. Julo nowe znajomości, matula/tatulo tzw. "spojrzenie z boku". Bo tu nagle, okazało się, że czynimy odruchowo rzeczy, których czynić już nie powinniśmy. Przyłapuję się na tym, że Julowi wstawać pomagam, a przecież 2 lata ma, świetnie sobie radzi, więc nie wiem po co się w to włączam. Naprawdę, nie wiem! Odruch bezwarunkowy!
2-latki są niesamowicie samodzielne i (o matko jedyna) wykonują polecenia, o które pani nauczycielka prosi tylko raz! Powtórzę...RAZ! Musze ją chyba na boczek poprosić i poznać tą wiedzę tajemną:O Wyciągnę, wyciągnę wszystko! A potem się z Wami tą wiedzą podzielę;D
Do tego dzieci na każdych zajęciach rysują, wyklejają, tworzą różne, różniaste rzeczy, które zabierają do domu, by pochwalić się domownikom. Tatulo zawsze niesamowicie dumny, gdy Syn obrazek ze słoniem, własnoręcznie wyklejonym, przytacha, lub gdy chmurę (z waty) z kroplami deszczu (białą kredą nagreźlonymi) zaprezentuje.

Morał z tego taki. Nim ocenimy, wypróbujemy, lub poczekajmy aż się zamatulimy, lub zatatulimy:D By się nie okazało, że wpadka poglądowa nas dopadnie.


32 komentarze:

  1. A widzisz, jak ja twierdzę, że nie ma co Hance pomagać w pewnych czynnościach to patrzą na mnie jak na wyrodną matkę....a też wolę jak wstanie po upadku sama, bo to bardziej rozwojowe. Co innego jak upadnie mocno i płacze - wtedy pomagam wstać, i tulę ale nie podnoszę...i tak jestem wyrodna:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak.
      Tylko, że tu chodzi o to, że każdy twierdzi, że wszyscy inni tak robią, tylko nie ja/my:D
      A tu niespodzianka-każdy ma takie odruchy, tylko bez "spojrzenia obok" tego nie zauważamy:D
      Sama tak miałam.
      Przed zajęciami, gdyby ktoś mnie zapytał, czy pomagam Julowi wstawać, od razu powiedziałabym, że nie:D

      Usuń
    2. Rozumiem:) Zgodzę się z tymi odruchami, bo w zależności od tego w jakim miejscu czy w jakim gronie jesteśmy to zdarza mi się mi się też reagować niewspółmiernie do sytuacji i lecę by pomóc Młodej. Potem sobie myślę, że przecież i tak bo sobie poradziła... I prawdę mówisz, twierdząc, że wiele osób twierdzi co innego niż robi.

      Usuń
    3. No ja ewidentnie muszę się pilnować:D Choć pewnie jeszcze tysiące błędów przede mną:D

      Usuń
  2. Wiesz, niczego nie można generalizować i z niczym przesadzać. Zajęcia dla dzieci są fajne parę razy w tygodniu, ale nie na zasadzie upychania dziecka w każdej wolnej chwili, bo potem okazuje się, że przez cały tydzień jest w przedszkolu lub szkole, a potem tylko zajęcia, nauka i spać. Zero czasu wolnego. Dlatego chyba prócz zwykłych zajęć fajnie jest chodzić do klubikow i restauracji przyjaznym dzieciom, kontakt z rówieśnikami jest, ale bardziej spontaniczny, a przy okazji możemy oglądać jak sobie radzi nasz maluch z innymi dziećmi. Nic nie jest tylko złe lub dobre, zależy jak z tego korzystamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Oczywiście!
      Musi być na wszystko czas- a najwięcej na zabawę:D Na szczęście zajęcia dla 2-latków to zazwyczaj godzina tygodniowo:D

      Usuń
  3. sztama, pona i kozołek:))) my od września 2 razy w tygodniu na 1,5 rodziny też jesteśmy przedszkolakami :))) formuła jedentyczna, kleimy, malujemy farbami, wycinamy, iiiii efekt taki, że na tablicy już miejsca nie ma :))) tylko z tymi polecaniami - to Maurycy generalnie nie RAZ- owy :))) raczej tsi - razowy :)))) Jak nam miło, jak nam raźniej :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Julo 3 razowy, a nawet 4 razowy, jak my prosimy:D
      Jak pani prowadząca prosi, to czasem od razu polecenie wykonuje, czasem trzeba powtórzyć, ale dzidziole, które chadzają dłużej od nas, dosłownie od razu działają:O

      Usuń
  4. te zajęcia to Szkraby i muzyka w Yamaha czy na bydgoskim jeszcze jakaś rytmika inna? Podpytuje bo my swego czasu poszukiwaliśmy fajnych zajęć umuzykalniających dla młodej i nie znaleźliśmy.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yamaha, Yamaha:D No proszę, wystarczy o zoo wspomnieć i już wszystko wiadomo:D

      Usuń
    2. Myślałam, że coś nowego może odkryliście;)) nam te zajęcia jakoś nie podpasowały, ale może za rok spróbujemy jak młoda będzie trochę starsza.

      Usuń
    3. ciężko znosiliśmy tą dyscyplinę na zajęciach :D

      Usuń
    4. Aaaa:D Rozumiem, rozumiem:D Chyba każdy tak ma po pierwszych zajęciach:D

      Usuń
  5. To mnie zachęciłaś! My lubimy baaardzo Zmysłotekę, ale ciągnie nas też do muzyki, a tu proszę, okazuje się że nie tylko muzykę tam serwują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my wciąż na Zmysłotekę w kolejce i miejsce zwolnić się nie chce:D

      Usuń
  6. Święta prawda, moje trojaki reagują na RAZ w żłobku, fakt że ja też nie muszę dużo razy powtarzać, ale Panie w żłóbku Panie mają MOC :) MAGICZNĄ

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, tak,samą prawdę piszesz. Kontakt z rówieśnikiem jest bezcenny. A pani, co jej tak dzieci słuchają, żadnej wiedzy tajemnej nie posiada. Działają tu dwa podstawowe czynniki: wpływ grupy (w każdej jest zawsze przynajmniej jeden lider, przywódca, za którym reszta idzie hurmem) i wiara pani w to, że one (dzieci) posłuchają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się łudziłam, że liderem w domu jestem ja:D A tu berło dowodzenia, jednak komu innemu się należy:D

      Usuń
  8. Jak bym o sobie czytała. Też twierdziłam, że takie zajęcia dla maluchów wymyślają rodzice, którzy chcą się pochwalić w towarzystwie, że ich dziecko, już na zajęcia chodzi. Jednak poszłam po rozum do głowy, pomyślała, pogadałam z innymi rodzicami i też na zajęcia zapisałam. Najpierw to były zajęcia muzyczne, teraz sportowe. I wszyscy zadowoleni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja pod tym komentarzem śmiało mogę napisać: "Jakbym o sobie czytała":D

      Usuń
  9. tylko do przedszkola za szybko nie idźcie :( bo Dzidziol, mimo wszystko, najbardziej rozwija się przy matuli i tatulu :) :) a zajęcia dodatkowe - jak najbardziej słuszny pomysł :) ze swojego doświadczenia polecam wszelkie zajęcia plastyczne i... piłkę nożną! Np. socatots ma już chyba zajęcia dla maluszków 2+ :) Krzyś mój uwielbiał!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na plastyczne zajęcia już od miesiąca stoimy w kolejce. Całe 45 minut kreatywnego szaleństwa nam się marzy, ale chyba (jak widać z kolejki) nie tylko nam:D

      Usuń
  10. rewelacja, i w takich momentach zazdroszczę, że mieszkacie w mieście

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj Ambi, może i u Was coś takiego jest:D

      Usuń
  11. ha ha ha dokładnie tak:) takie zajęcia dają naprawdę wiele bodźców naszym dzieciom...też woziłam na dodatkowe zajęcia i absolutnie nie żałuję...Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ dobre wieści:D Też liczymy, że zaprocentuje- no i że super zabawa będzie:D

      Usuń
    2. My narazie, tylko na zwykle zajecia grupowe sie wybieramy, gdzie dzieciole moga sie pobawic wspolnie, pobiegac, powozic lale, tudziez samochody w wozkach, pokleic i takie tam. Ale na plywanie dzieciece chodzimy odkad dziec skonczyl 3 miesiace, niesamowite to jest jaki to ma wplyw na rozwoj tak malego czlowieczka. Teraz Szymek ma 19 miesiecy z tatula, 2 razy w tygodniu basen, nurkuje, wskakuje sam do wody i nic a nic sie nie boi :) ale zajecia z rytmiki sa wysoka na naszzej liscie ale zaczekamy jeszcze chwile az dzieciol osiagnie umiejetnosc wiekszego skupienia :)

      Usuń
    3. Fakt, że lepiej jak Dzidziol ciut starszy jeśli chodzi o zajęcia z rytmiki, chociaż mamy w grupie 1,5 roczna dziewczynkę i...dosłownie zadziwia wszystkich:)
      Basem od tego tygodnia Julo zaczyna. Większą tremę ma tatulo niż Syn:D

      Usuń
  12. Tak się przyzwyczaiłam do opcji bez komentarza, że czytam i podziwiam, a komentować zapominam:-))) Nie masz wrażenia, że każdy dzień przy dziecku weryfikuje spojrzenie na różne rzeczy? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jak weryfikuje! Dzidziole to świetni nauczyciele- no najlepsi!:D

      Usuń